„Przystanek Zatoka”, czyli warmiński kulinarny raj dla smakoszy!

W tym roku pierwszy raz wzięłam udział w Restaurant Week na Warmii i Mazurach. Przeglądając stronę internetową wydarzenia dokładnie przeanalizowałam menu każdej z restauracji. Aż tu nagle natrafiłam na miejsce, o którym wcześniej nie słyszałam. Przystanek Zatoka – a gdzie to jest? – zapytałam mojego męża. Oboje zaciekawieni postanowiliśmy, że to będzie nasz cel tegorocznego Restaurant Week’a. Zarezerwowaliśmy stolik na godzinę 12.30. I to był strzał w dziesiątkę!

Jak się później okazało Przystanek Zatoka to jeszcze nie tak dawno znany Ośrodek Copernicus, który położony jest nad Jeziorem Wulpińskim w miejscowości Siła, tuż za Tomaszkowem.

Na miejscu kelner zaproponował nam miejsce przy oknie, a że widok rozpościera się na jezioro byłam w siódmym niebie. Nie wiem, czy wiecie, ale jestem nie tylko Sajkofanką Smaku, ale także przyrody 🙂 Moja córka zasnęła, więc mogłam w stu procentach delektować się każdą pozycją festiwalowego menu.

Żeby dostarczyć sobie większych wrażeń wybraliśmy z mężem różne menu – on A (mięsne), ja B (wegetariańskie), dzięki temu mogliśmy spróbować większej ilości dań.  A teraz spójrzcie, czym zachwycił nas Szef Kuchni Dariusz Malik ze swoją załogą.

Menu A

Przystawka: Tatar z jelenia/majonez jałowcowy/marynowana skorzonera/ pikle/ żółtko confit

 Talerz udekorowany świerkowymi gałązkami, siekane mięso jelenia, majonez jałowcowy – danie tworzy małą, leśną historię. Wszystko jest spójne, smaczne i bardzo aromatyczne! Do tego doskonałe pieczywo własnego wypieku z masełkiem. Mój mąż to ogromy „tatarożerca” i był nim zachwycony!

Danie główne: Pierś z perliczki / krokiet ziemniaczany / palony kalafior / kaszanka / jabłko / sos maderowy

Rewelacyjna kaszanka, która została zamknięta w chrupiącej kuleczce. Soczysta pierś perliczki z intensywnym sosem maderowym, chrupiącym kalafiorem i krokietem ziemniaczanym doskonale działały na kubki smakowe! No i ta prezentacja… Jem oczami i proszę o choć mały kawałeczek!

Deser: Assiette z czekolady

Assiette w tym przypadku to wariacja na temat czekolady. Jeden główny składnik zaprezentowany na różne sposoby. Tutaj mamy propozycję: ciasto, truflę, biszkopt, mus, świeże owoce, chrupiąca posypka. Słodkie, ale w punkt. Idealne dla czekoladożerców.

Menu B

Przystawka: Krem z pieczonego topinambura / słony karmel / lody i crumble z orzechów laskowych

Menu B należało do mnie. Przystawka po prostu mnie uwiodła! Pierwszy raz w życiu jadłam zupę z lodami. Ciepły krem z topinamburu w połączeniu z zimną kulką lodów, a do tego chrupiąca posypka słodko-słona z orzechów i karmelu. Wspaniałe! Chcę więcej!

Danie główne: Barwena / czarna soczewica / pak choi / pomidor / sos homarowy

Czarna soczewica i sos homarowy to moje nowe odkrycie. Mogłabym jeść na samo! Do tego delikatna ryba i pomidorki koktajlowe na ciepło, które uwielbiam! Chyba dobrze wybrałam… 😉

Deser: Tarta cytrynowa / marshmallows / kompresowana cytryna / honeycomb

No i jest! Talerz, na który czekałam.Tak, mam ogromną słabość do restauracyjnych deserów. A ten był tak pięknie podany, że aż szkoda było go jeść! Chrupiące ciasteczko, mus owocowy, marshmallows, plasterki miodu i niesamowicie intensywna w smaku kompresowana cytryna. Było słodko-kwaśno, jak lubię najbardziej.

Oboje z mężem wyszliśmy zachwyceni. To była prawdziwa kulinarna podróż – co danie, to inna przygoda. Długo zachwycaliśmy się kompozycjami na talerzach, połączeniem smaków, tekstur i zapachów, które były bardzo intensywne. Naprawdę nie pamiętam, kiedy jadłam coś tak dobrego w naszym regionie. I do tego ta piękna zastawa!

Uwieńczeniem całego obiadu była wizyta Szefa kuchni, który podszedł do nas na koniec. Wow! – pomyślałam. Bardzo miłe, że szef wychodzi do gości,  opowiada o swoim menu, pyta czy smakowało,  czy mamy jakieś uwagi, a przede wszystkim dzieli się z nami swoimi doświadczeniami i szczerze wyznaje, że to praca całej załogi. Wielkie ukłony również w stronę kelnera, który podając nam talerze od razu dokładnie wytłumaczył, co będziemy jedli. Wiedza obsługi to zawsze ogromny plus, bo nie trzeba zadawać mnóstwa pytań, co i jak, a ja niestety bardzo lubię pytać 😉

Na koniec udało mi się nawet zrobić pamiątkowe zdjęcie z Szefem Kuchni i kelnerem, który nas obsługiwał. Wielkie „chapeau bas”! Na pewno powrócimy, żeby spróbować dań z karty, która funkcjonuje na co dzień. Do zobaczenia!

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam Was do polubienia strony. Piękne miejsce – koniecznie zajrzyjcie w wolnej chwili! Siła 85
11-036 Sząbruk

https://www.facebook.com/przystanek.zatoka/

Więcej o Restaurant Week znajdziecie w moim wcześniejszym wpisie TU

Restaurant Week – kolejna edycja ruszyła na Warmii i Mazurach!

Restaurant Week powrócił na Warmię i Mazury z wielkim hukiem! W tym roku miałam ogromną przyjemność zostać ambasadorką w ramach wydarzenia „Idę na Restaurant Week Warmia i Mazury”. Zaproszenie dostałam do Yoko Restaurant & Sushibar, mieszczącej się na Starym Mieście 17 w Olsztynie. Oto co zaserwował Szef Kuchni i jego załoga.

MENU A:
Przystawka: Tarta z kurczakiem teriyaki, grzybami eryngi (boczniak królewski,) kiełkami mung i papryczką.
Ciasto było bardzo kruche, farsz smaczny, jednak całość pewnie byłaby o wiele lepsza, gdyby była podana na ciepło. Prezentacja bardzo zachęcająca do dalszej podróży po menu. Danie główne: Stek z łososia w sezamie podany z sosem wasabi, kopytkami z batatów i sałatką. Kopytka z batatów bardzo puszyste, stek z łososia delikatny w chrupiącym sezamie. Kopytka i ryba dobrze ze sobą grały. Sałatka z lekką nutką słodyczy. Bardzo dobry sos wasabi, który podkręcał całe danie.Deser: Sernik po japońsku pieczony w kąpieli wodnej, podany z polewą czekoladowąBardzo lekki kawałek ciasta, choć w polewie wyczuwalne drobinki cukru nieco mi przeszkadzały.

MENU B:

Przystawka: Tamagoyaki (omlet z warzywami) – 5 kawałków podawanych z sosem słodko-ostrym.

Omlet bardzo puszysty. Ze słodko-ostrym sosem tworzy spójną i smaczną kompozycję. Jak na przystawkę to jednak dla mnie bardzo solidna porcja – po sześciu kawałkach czułam się już dobrze nakarmiona 😉

Danie główne: Bakłażan faszerowany grzybami mun, cieciorką, kapustą pekińską i kaszą bulgur.

Dwie połówki bakłażana dobrze nafaszerowane. Cieszy mnie, że całe danie przez długi czas było ciepłe. To dla mnie bardzo ważne w daniu głównym. Farsz bardzo interesujący w smaku. Muszę powiedzieć, że ta pozycja bardzo mnie zaskoczyła, gdyż nigdy wcześniej nie jadłam takiego połączenia. Odkryłam nowy smak. Mieszanka smaków – kwaśny i pikantny, przełamany słodyczą. Uwielbiam kasze pod każdą postacią, a to była zupełna nowość. Duży plus.

Deser: Pudding ryżowy z mango lassi

Pudding ryżowy bardzo dobry. Na dole kawałki awokado, na górze mus z mango. Jednak po tak obfitej przystawce i daniu głównym zjadłam zaledwie parę kęsów.Mogłoby być nieco lżej na koniec.

Po przystawce szef kuchni poczęstował nas dodatkowo dwoma kawałkami sushi uramaki. Obie wersje były bardzo smaczne.

Menu A  – pieczony łosoś, kawior tobiko, sałata, serek, ogórek, awokado,

Menu B – mango, serek, sałata, ogórek, tykwa, daikon

Po kolacji wyszłam naprawdę porządnie najedzona! Było smacznie, a największym zaskoczeniem był bakłażan. Bardzo dziękuję za mile spędzony czas!


A teraz kilka słów o samym Restaurant Week dla tych, którzy jeszcze się w nim nie rozsmakowali.

Kiedy?

W dniach od 18.04 do 30.04.2018 najlepsi Szefowie Kuchni przygotowali dla Was popisowe trzydaniowe doświadczenia restauracyjne w festiwalowej cenie 49zł. W menu przystawka, danie główne i deser. Dodatkowo zawiera się w niej także niespodzianka od sponsorów wydarzenia!

Jak zarezerwować stolik?

  • Najpierw musicie wejść na stronę wydarzenia www.restaurantweek.pl i kliknąć: REZERWUJ STOLIK!
  • Później wybieracie interesujący was region – w tym przypadku wybieramy Warmię i Mazury oczywiście 🙂
  • Po kliknięciu zostaniecie przeniesieni na stronę, gdzie znajdziecie listę restauracji, które biorą udział w Restaurant Week na Warmii i Mazurach. Tam przeczytacie szczegółowe menu każdej z restauracji. Do wyboru macie wariant A i B. Sami decydujecie, co Wam bardziej zasmakuje 😉
  • Klikając REZERWACJA przeniesiecie się na stronę , gdzie zaznaczacie listę gości, datę, godzinę, a na koniec zaznaczacie dla każdego gościa wybrane menu (A lub B). Dodatkowo możecie podać uwagi dla restauratora (np. informację o alergenach, poprosić o krzesełko dla dziecka).
  • Później pozostaje już tylko podać Wasze dane i gotowe! Prawda, że proste?
  • Jeśli wybieracie sie większą ekipą to cenna informacja, że ÓSMY GOŚĆ GRATIS! Przy rezerwacji 8-osobowe stolika, płacisz tylko za siedmiu Gości!

Ile czasu możecie się gościć? Wasz czas to 90 minut, po nim będą czekać już następni goście. Macie zatem równe szanse. Gwarantuje Wam, że to czas wystarczający, by delektować się porządnie każdą z pozycji wybranego przez Was menu.


W tym roku udział biorą same perełki na kulinarnej mapie Warmii i Mazur. Do wyboru macie takie miejsca, jak:                                          

http://www.browarwarmia.pl/img/logo_gold_big.png

Logo Yoko

Czas płynie nieubłaganie – spieszcie się moi kochani, bo kolejna edycja Restaurant Week dopiero na jesieni! Zatem wchodźcie na stronę wydarzenia, rezerwujcie stolik i rozsmakujcie się w najlepszych festiwalowych pozycjach od początku do końca z kimś dla Was najbliższym – smacznego!

P.S. Przede mną jeszcze jedna wizyta w ramach Restarant Week. Gdzie się wybiorę? Jak będzie – czy smacznie? O tym już wkrótce. Bądźcie czujni – ciekawe, czy też wybierzecie ten lokal 🙂

Food Blogger Festiwal VIII, czyli w poszukiwaniu „Apetytu na więcej!” :)

Sobota upłynęła pod znakiem Food Blogger Fest VIII. Jesteście ciekawi jak było? Serdecznie zapraszam do lektury

Pociągiem relacji Olsztyn Główny – Wrocław Główny wysiadłam na stacji Warszawa Centralna, skąd udałam się na ul. Czerską, na ósmą edycję Food Blogger Fest. Choć gotujący blogerzy spotkali się już po raz ósmy, ja pojawiłam się tutaj pierwszy raz. „Apetyt na więcej!” to hasło przewodnie, które towarzyszyło wydarzeniu. Tak, zdecydowanie tego dnia miałam apetyt na bardzo dużo nowej wiedzy, nowych znajomości, nowych smaków! Od progu czekały wejściówki, na których znajdował się program imprezy. Super, dzięki temu z łatwością mogłam kontrolować czas, bo działo się naprawdę niemało.

Za zamkniętymi drzwiami, nie kolidując z innymi wydarzeniami, odbywały się prelekcje i rozmowy, które prowadziła Małgorzata Minta (Minta Eats). Było m.in. o kuchni i fotografii (Natalia Nowak-Bratek „Krew i Mleko”), o jedzeniu z drogi (Marta Greber), o gotowaniu i nie marnowaniu żywności (Sylwia Walendowska Majcher). Osobiście poznałam Bitosa Hoanga i Jakuba Koźmińskiego z Viet Street Food, którzy na co dzień w Warszawie serwują prawdziwe smaki Wietnamu. Wisienką na torcie była rozmowa z Olią Hercules, której „Kaukasis” zagościła już w mojej kulinarnej biblioteczce.

Kolejny przystanek to warsztaty kulinarne, w których wzięłam udział. Pod czujnym okiem szefa Marcina Budynka przygotowaliśmy wiosenne kanapki w stylu skandynawskim z serkiem Hochland, które później mogliśmy sfotografować, oznaczyć na Instagramie i wydrukować w fotobudce, by na pamiątkę zabrać zdjęcie do domu. Wspaniały pomysł! Cennych rad przy fotografowaniu i układaniu kanapek na talerze udzielała Joanna z Odczaruj Gary. Światło, kompozycja, ustawienie, dodatki – chętnym sprzedała ciekawe patenty. Warsztaty kulinarne poprowadzili również Piotr Bruś-Klepacki, który zaprezentował meksykańskie tacos z marką Żywiec oraz David Gaboriaud, serwujący przekąski z serkiem Almette. Puszysty smak natury.


Dodatkową atrakcją były stoiska sponsorów, na których również sporo się działo. Do dziś nie mogę wyjść z zachwytu, kiedy zerkam na Torcik wedlowski od E. Wedel, który na moich oczach ręcznie udekorowała kwiatami Joanna Klimas-Profus. Aż szkoda go zjeść, tak pięknie się prezentuje! W samo południe korki wystrzeliło Prosecco od CIN & CIN, Biofix zaserwował owocowe herbaty, a Starbucks zaparzył każdemu jego ulubioną kawę. Na osłodę czekało Ptasie Mleczko E. Wedel, zaś orzeźwienia dodał Żywiec Zdrój i Hortex.

Na wygodnych fotelach można było przeczytać najnowsze wydanie Kuchnia. Magazyn dla smakoszy, bądź rozpocząć lekturę wybranej książki, którą można było zakupić na jednym ze stoisk. Na zakończenie do każdego z gości powędrowała paczka prezentów od sponsorów.

Piękny, słoneczny sobotni dzień odhaczam wielkim uśmiechem w swoim dzienniczku. Mam nadzieję, że za rok odbędzie się kolejna edycja Food Blogger Fest. Będę na pewno!

P.S. Były ze mną moje ulubione gotujące-blogujące olsztynianki Maja Kuchnia psychola i Asia Nie-Leniwa PANI DOMU – zajrzyjcie do nich

Sałatka z żółtych pomidorów i sera korycińskiego z żurawiną

Żółte pomidory z Łęgajn oraz ser z Korycina zakupiłam na Targach Ogrodniczych w Olsztynie. Pamiętam, że ostatnio byłam tam jako licealistka z moimi rodzicami. Jak ten czas szybko leci! Na targach było bardzo dużo wystawców, ale jeszcze więcej było ludzi, którzy wybrali się po zakupy drzew, krzewów, kwiatów i wspaniałego regionalnego jedzenia – tu zdecydowanie wkraczam ja 😀

Urzekł mnie kolor tego wspaniałego pomidorka – żółty, słoneczny, przywołujący wiosnę na talerzu jak żadne inne warzywo! Jak podaje producent „Beef żółty ma mięsiste, dobrze wypełnione owoce”. A do tego ser koryciński z żurawiną – zawsze kupuję od Pana z Korycina, kiedy tylko pojawię się na targach żywności regionalnej. Do sałatki dodałam musztardę i ocet jabłkowy z Octimu z Olsztynka, miód od sąsiada i … powstała prawdziwie regionalna sałatka! Wspaniała na drugie śniadanie, do pracy, na podwieczorek czy grilla. To co? Do kuchni marsz! 🙂

Sałatka z żółtego pomidora i sera korycińskiego z żurawiną

Porcja dla jednej osoby

Składniki:

  • 1 duży żółty pomidor z Łęgajn
  • 1 gruby plaster sera korycińskiego z żurawiną
  • 1 łyżka musztardy francuskiej
  • 2 łyżki siekanego młodego szczypiorku
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka octu jabłkowego 6% Octim z Olsztynka
  • 1 łyżeczka miodu
  • świeżo mielony pieprz
  • świeża nać kopru do dekoracji

Pomidora myjemy, usuwamy gniazdo nasienne, kroimy w kostkę.Z dużego kawałka sera odkrawamy solidny plaster, który kroimy na wielkość podobną do pomidora. Dodajemy posiekany szczypiorek, musztardę francuską, oliwę z oliwek, miód i ocet jabłkowy. Dokładnie mieszamy. Dodajemy świeżo mielony pieprz do smaku. Dekorujemy koprem i szczypiorkiem.

SMACZNEGO!

P.s. post nie był sponsorowany. To moje gusta i preferencje, zawsze szukam lokalnych dostawców – dbajmy o to, co dobre, nasze, polskie!

SAŁATKA Z SERKIEM WIEJSKIM BEZ LAKTOZY I KASZĄ BULGUR

Każdy, kto mnie zna wie, że jestem ogromną fanką serka wiejskiego. Za czasów studenckich potrafiłam jeść go trzy razy dziennie: na śniadanie obiad i kolację, zmieniały się tylko dodatki 🙂 Teraz serek wiejski zajadam głównie na śniadanie lub kolację. Zazwyczaj śniadanko – słodkie dodatki, kolacja – warzywne. Dlatego, gdy tylko na durszlak.pl zobaczyłam konkurs , w którym trzeba użyć jednego ze składników marki MLEKOVITA – bez namysłu rzuciłam się na serek wiejski bez laktozy! Od niedawna zaczęłam używać produktów bez laktozy, bo po prostu mi smakują. A że wiosna wokół i lato tuż tuż postawiłam na sałatkę. Idealną do pracy, szkoły, na drugie śniadanie, kolację, jako dodatek do obiadu, na grilla… po prostu wszędzie. Także częstujcie się, a ja idę szukać kolejnych inspiracji i pomysłów na serek wiejski. Może wkrótce poczęstuję Was jakimś przepisem na słodko? 😉


SAŁATKA Z SERKIEM WIEJSKIM BEZ LAKTOZY I KASZĄ BULGUR

Składniki:

  • 180 g  SERKA WIEJSKIEGO BEZ LAKTOZY MLEKOVITA
  • 50 g ugotowanej i ostudzonej kaszy bulgur
  • 1/2 długiego zielonego ogórka
  • 1/2 świeżej czerwonej papryki
  • 1 mała szalotka
  • 2 duże rzodkiewki
  • 5 pomidorów suszonych z zalewy
  • garść siekanego szczypiorku
  • świeżo siekana bazylia i nać pietruszki
  • 1 łyżka uprażonych pestek dynii
  • świeża bazylia do dekoracji

Do przyprawienia:

  • 4 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżeczki musztardy francuskiej
  • 3 łyżki oleju rzepakowego
  1. Ugotować kaszę bulgur w wodzie ( 15 minut). Odsączyć na sicie, ostudzić.
  2. Ogórka, rzodkiewkę, paprykę, suszone pomidory, cebulkę pokroić w małą kosteczkę.
  3. Szczypiorek, natkę pietruszki, bazylię posiekać. Kilka listków bazylii pozostawić do dekoracji.
  4. Na suchej patelni lekko podprażyć pestki dyni.
  5. W dużej misce wymieszać ze sobą warzywa, ugotowaną i ostudzoną kaszę, serek wiejski, uprażone pestki dyni. Doprawić wszystko musztardą francuską, sokiem z cytryny, świeżo mielonym pieprzem i olejem rzepakowym.

SMACZNEGO! 🙂


Mlekovita - najlepsza na każdą porę dnia

Muffinki bananowe z dżemem borówkowym

W ostatnim czasie zabrałam się ostro za wypieki. Zazwyczaj piekarnik idzie w ruch w sobotni lub niedzielny poranek, bo wtedy cały dom jest pełen ludzi i ktoś może choć na chwilę zabawić się z moja córą 🙂 Wypieki nauczyły mnie cierpliwości oraz dokładności. Jednego jestem pewna: zawsze wyjdzie mi ciasto, kiedy trzymam się proporcji – stąd też właśnie w kuchni na dobre zagościła waga kuchenna, która podczas wypieków jest moją prawą ręką. Resztę wystarczy dobrze wymieszać i sukces murowany! Spróbujecie? 🙂


Muffinki bananowe z dżemem borówkowym

Składniki na 12 solidnych sztuk:

  • 300 g mąki pszennej
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 200 g bananów (ok. 2,5 sztuki małych bananów)
  • 90 g cukru
  • 20 g cukru z prawdziwą wanilią
  • 1 jajo rozmiar L
  • 60 ml mleka 3,2 % tłuszczu
  • 80 g masła 82% tłuszczu
  • dżem borówkowy

Przygotowanie:

1. Do miski przesiać przez sito mąkę, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną. Dodać sól.

2. W rondelku podgrzać lekko mleko i wrzucić masło. Rozpuści dokładnie i ostudzić.

3. Na najniższych obrotach miksera ubić jajo z rozgniecionym bananem i cukrami. Masa powinna być jednolita, lekko puszysta.

4. Mokre składniki dodać do suchych i razem krótko wymieszać – jedynie po dokładnego połączenia się składników.

5. Na blaszce rozłożyć papilotki. Do każdej nałożyć łyżkę ciasta, po czym dużą łyżkę dżemu borówkowego i znowu łyżkę ciasta, tak, by muffinki miały wysokość 3/4 papilotki (wtedy nie uciekną nam z papierka).

6. Piec 20 minut w 190 stopniach C (pieczenie góra-dół). Ja wkładam babeczki już do nagrzanego piekarnika.

7. Po upieczeniu wyjąć babeczki na kratkę, żeby odparowały i ostygły. Podawać z dżemem i posypać cukrem pudrem.

SMACZNEGO!

Sałatka z wędzonym twarogiem, granatem i dresingiem balsamiczno-miodowym

Wiosną zawsze warto poeksperymentować w kuchni z sałatkami. Zapewne już się domyślacie, że u mnie sałatek nie brakuje każdego dnia. Zajadam je głównie na obiady i kolacje. Lubię je także podawać znajomym, choć oni nie przepadają za zieleniną. Ale liczę, że nadejdzie taki dzień, w którym i oni przeniosą do swojej kuchni więcej świeżych warzyw. Moja dzisiejsza propozycja to wspaniała kompozycja zdrowia dla każdego. Doskonale sprawdzi się na spotkanie z przyjaciółmi, do pracy, bądź na domową imprezkę. Częstujcie się na zdrowie!


Sałatka z wędzonym twarogiem i granatem

  • 250 g twarogu wędzonego
  • 1 mały granat (pestki)
  • świeża kolendra
  • świeże listki mięty
  • świeże listki bazylii
  • garść prażonych ziaren słonecznika
  • 2 buraki ugotowane lub upieczone
  • 100 g sałaty masłowej (najlepiej małe listki)
  • 100 g roszponki

Sałatę i roszponkę dokładnie płuczemy i osuszamy. Rozrywamy nieregularnie do miski. Kroimy buraka w większą kostkę i rozrzucamy na sałacie. Posypujemy twarogiem, świeżymi listkami mięty, kolendry i bazylii. Na koniec rozrzucamy ziarenka granata i uprażone na suchej patelni ziarenka słonecznika. Przed podaniem polewamy sosem balsamiczno-miodowym.

Dresing balsamiczno-miodowy

  • 3 łyżki octu balsamicznego 6% (ja użyłam Octim)
  • 2 łyżki glazury balsamicznej o smaku figi (ja użyłam Octim)
  • 120 ml oleju rzepakowego
  • czubata łyżka miodu
  • 3 łyżki letniej wody przegotowanej

Wszystkie składniki przelać do miseczki, po czym zmiksować blenderem.

Muffinki kakaowe z powidłami śliwkowymi

Kakaowe muffinki z miętą to jedna ze słodkości, które zaserwowałam na mini domówce na roczek mojej córki (więcej TU). Jedzenia było dość sporo, więc każdy z gości na odchodne dostał po babeczce do domu. Idealnie wilgotne w środku dzięki maślance oraz lekko korzenne dzięki powidłom w mgnieniu oka znikną z Wszego stołu. Super smaczne dla dzieciaków, jeszcze większy rarytas dla starszych. Pieczcie i zajadajcie, możecie zabrać je ze sobą wszędzie! 🙂

Muffinki kakaowe z miętą i powidłami śliwkowymi

Receptura na 15 muffinek

  • 265 g mąki pszennej
  • 110 g cukru białego (najlepiej drobnego do wypieków)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 30 g kakao prawdziwego
  • 90 g oleju
  • 1,5 szklanki maślanki naturalnej
  • 8 listków świeżej mięty
  • 1 jajo rozmiar L
  • Powidła śliwkowe (najlepiej domowe)

1.Włączamy piekarnik i nagrzewamy do 180 stopni C.

2. W misce łączymy suche składniki przesiane przez sito, to jest: mąka, proszek do pieczenia, soda oczyszczona, kakao.

3. W drugiej misce łączymy jajo (lekko ubite) z maślanką, olejem i cukrem. Dokładnie łączymy składniki najlepiej mikserem, aż wszystkie składniki dobrze się połącza i utworzą jednolita masę.

4. Do suchych składników dodajemy mokre i posiekaną miętę. Bardzo krótko mieszamy – tylko do połączenia się składników. Jeśli ciasto będzie według Was za gęste dolejcie nieco więcej maślanki.

5. Do papilotek papierowych nakładamy łyżkę ciasta, następnie dajemy małą łyżeczkę powideł, po czym do 3/4 wysokości nakładamy ponownie ciasto. Pieczemy przez 20 minut w nagrzanym piekarniku (góra-dół), aż do suchego patyczka.

6. Upieczone wyjmujemy na kratkę, żeby muffinki nam odparowały i nie było zakalca. Gotowe podajemy na samo, bądź z kremem czekoladowym i świeżymi owocami.

SMACZNEGO! 🙂

Wytrawna tarta z łososiem i ze szpinakiem

Dziś dzielę się z Wami przepisem na wytrawna tartę z łososiem i ze szpinakiem, która pojawiła się jako zimna przekąska na roczku mojej córki. Doskonała, krucha, smaczna, idealna na wiosenny posiłek – częstujcie się!

Wytrawna tarta z łososiem i szpinakiem

Ciasto:

  • 1 jajo rozmiar L
  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g masła
  • szczypta soli

Farsz:

  • 150 g fileta z łososia (wcześniej upieczonego w piekarniku – 175 stopni C/15 minut)
  • 300 g szpinaku mrożonego
  • ząbek czosnku
  • pieprz, sól
  • 12 pomidorków koktajlowych
  •  10 kulek mini mozarelli

Zalewa do tarty:  1 jajo, 50 ml śmietanki 30%, sól, pieprz, szczypta mielonej gałki muszkatołowej.

Składniki na ciasto zagniatamy, wkładamy do lodówki na 30 minut, zapiekamy 25 minut w 180 stopniach C.

Łososia przyprawiamy pieprzem, solą i cytryną. Pieczemy w 175 stopniach C przez 15 minut. Studzimy. Rozrywamy na dowolnej wielkości kawałki i układamy na upieczonym spodzie.

Szpinak rozmrażamy, przesmażamy z czosnkiem i śmietanką na patelni, Doprawiamy pieprzem i solą. Studzimy. Ostudzony farsz wykładamy na spód zapieczonej tarty, na wcześniej wyłożonym łososiu. Zalewamy zalewą. Układamy po brzegach na przemian kuleczki sera i pomidorki.

Zapiekamy 20 minut w 180 stopniach C. Możemy jeść od razu na ciepło, bądź podać na zimno 🙂

SMACZNEGO!

Mini domówka na pierwsze urodziny, czyli ekspresowe menu nie tylko na roczek

Odkąd zaszłam w ciążę postanowiłam sobie, że zorganizuje dla mojej córki roczek. Nigdy nie myślałam jednak nad formą. Nie chciałam robić żadnej imprezy w lokalu. Czy w dzisiejszych czasach można jeszcze zorganizować urodziny w domu? Owszem można, potrzebne są tylko dobre chęci, porządna organizacja i pomoc najbliższych. Organizacja urodzinek w domu wiąże się oczywiście ze sprzątaniem, ale to chyba jedyny minus. Poza tym widzę same plusy. Po pierwsze dziecko jest u siebie i dobrze się czuje, ma swoje zabawki, swój kącik, czuje się swobodnie i nie marudzi. Inne dzieci też czują się swobodniej, bo mogą sobie wszędzie pobiegać i razem się pobawić pod opieką dorosłych. Po drugie, mama, czyli w tym przypadku ja, może przez kilka godzin oddać pod opiekę swoje dziecko i zaszyć się w kuchni, wyskoczyć na zakupy – to taka mała odskocznia od codzienności. Organizacja takiej imprezki jest dla nas małym wyzwaniem, więc i adrenalina trochę nam podskoczy, a nasz codzienny schemat dnia ulegnie urozmaiceniu. Ja gości miałam wielu-niewielu, sami oceńcie – 11 osób dorosłych i 3 dzieci. Miejsca wiele w mieszkaniu nie było, zatem postawiłam na szwedzki stół. Przygotowałam takie menu, w którym każdy z pewnością znalazł coś dla siebie, a mógł spokojnie sięgnąć po talerzyk i wędrować z przekąską po całym domu. Myślę, że każdy czuł się luźno i swobodnie. A czy smakowało? To już pytanie do moich gości 🙂 Pamiętajmy też, by organizacja takiej imprezy odbyła się w godzinach, kiedy nasze dziecko jest najbardziej aktywne – w naszym przypadku była to godzina 17-19. Myślę, że to też miało duży wpływ na jej zachowanie.

Dla Was serwuję menu, które możecie wykorzystać podczas swojej mini imprezki w domu – nie tylko na pierwsze urodziny. Menu oczywiście bardziej jest nastawione na dorosłych – dzieci zjadły kawałek torta (i to nie cały) oraz owoce i to zupełnie wystarczy na podwieczorek 🙂

P.S. Moja córka była chyba najszczęśliwsza na świecie – śmiała się, ze smakiem zajadała owoce i swój kawałek torta, a po wszystkim baaardzo szybko zasnęła.

Czego potrzebujecie, żeby przygotować mini imprezkę w domu?

  • kolorowe balony, girlandę, serpentyny, kubeczki i talerzyki jednorazowe dla dzieci – możecie zamówić na allegro, specjalnych sklepach internetowych lub stacjonarnie w sklepie papierniczym lub księgarni,
  • gadżety do wspólnych zdjęć – wąsy, okulary, czapeczki (bardzo fajne i tanie znajdziecie w Pepco)
  • dla starszych może być porcelana i łyżeczki/widelczyki do ciasta, trąbki, serwetki.
  • U nas pojawił się jeszcze pamiętny album, w którym każdy dokonał pamiętnego wpisu dla maluszka 🙂


A co do jedzenia?

Na słono:

Na deser:

A co do picia?

  • Sok pomarańczowy i sok jabłkowy
  • woda niegazowana
  • kawa, herbata
  • wino musujące bez alkoholu 🙂

Poniżej prezentuję Wam zdjęcia, jak to u mnie było 🙂


Głównym punktem programu był jednak wspaniały tort urodzinowy, który przygotowała dla mojej córki moja koleżanka. Robi wspaniałe torty – ten był idealny, jak sobie wymarzyłam! Bardzo dobrze nasączony biszkopt, pyszne kremy – jeden frużelina truskawkowa, drugi śmietanka z mascarpone i owocami (maliny, borówki), a wszystko obłożone śmietanką z białą czekoladą – chyba dobrze zapamiętałam? 😉 A na górze kwiatki i kaczuszka. Milena robi piękne torty – zresztą zobaczcie sami http://tortynidzica.blogspot.com/ Bądźcie na bieżąco i śledźcie Milenę na FB https://www.facebook.com/tortynidzica/ 

Moi gości zajadali ze smakiem – a tort zniknął w 15 minut. Poniżej możecie zobaczyć, jak się prezentował, prawda, że wspaniale?

A czy Wy nadal wyprawiacie mini imprezki w domu dla swoich maluszków? Ja na pewno będę robić to co roku! To doskonała okazja do spotkania z najbliższymi, spróbowania nowych przysmaków i ucieczki od codzienności. Tak niewiele, a tyle radości, prawda? 😉