Sałatka makaronowa z majonezem i warzywami

Uwielbiam sałatki – to już na pewno wiecie 🙂 Ostatnio przygotowałam sałatkę z makaronem, warzywami i majonezem. Używam Majonezu Kętrzyńskiego, bo od zawsze gości on w moim domu. Mój tata pochodzi z okolic Kętrzyna, stąd nie wyobrażam sobie nie dodać innego majonezu świątecznej sałatki jarzynowej czy jaja na twardo. Sałatka, mimo dodatku majonezu, jest lekka, pożywna i zdrowa. Bez mięsa, za to z mnóstwem warzyw, serem feta, ziołami – częstujcie się na zdrowie! 🙂


Sałatka makaronowa z majonezem i warzywami

– 200 g makaronu typu drobne kolanka
– 1 papryka zielona
– 1 papryka czerwona
– garść posiekanej natki pietruszki
– garść pokrojonego drobno szczypiorku
– 8 pomidorków koktajlowych
– 100 g sera feta pokrojonego w kosteczkę
– 3 łyżki stołowe majonezu kętrzyńskiego o smaku czosnkowym
– ½ łyżeczki suszonych ziół prowansalskich
– pieprz, sól

Makaron ugotować w osolonej wodzie al dente (8 minut). Papryki pokroić w drobną kostkę, natkę pietruszki i szczypior drobno posiekać. Pomidorki koktajlowe pokroić wzdłuż na 4 części. Ser feta pokroić w drobną kostkę. Wszystkie składniki wymieszać w dużym naczyniu razem z majonezem, ziołami, pieprzem i solą.
Smacznego!

Sałatka ziemniaczana z porem, szczypiorkiem i majonezem pietruszkowym

Majonez kętrzyński gości w moim od zawsze! Rozsmakowałam się w nim już za czasów dzieciństwa, kiedy to mama w niedzielne śniadanie serwowała jaja na miękko z majonezem kętrzyńskim. Wówczas istniał on tylko w wersji klasycznej. Obecnie firma rozwija się i ma w swojej ofercie już majonezy smakowe. Ja uwielbiam chrzan, więc gdy zobaczyłam majonez o smaku chrzanowym w paczce od razu pomyślałam, że na pierwszy ogień zrobię z nim jakąś smaczną i prostą sałatkę. Oprócz majonezów od kętrzyńskiego możemy spróbować też w musztard i piernika, który piekłam jeszcze jako nastolatka. Pamiętam, że na opakowaniu był również przepis na polewę, którą wyjadałyśmy z siostrą z rondelka! Ach, wspomnienia….

Zapraszam Was na stronę „Kętrzyńskiego”, na której znajdziecie pełną ofertę, możecie zapoznać się z historią firmy oraz na bieżąco śledzić aktualności http://majonezy-ketrzyn.pl/ 🙂

P.S. Prawda, że majonez kętrzyński o smaku chrzanowym idealnie zgrał się z aktualną porą roku ? Jesienny liść przepiękne komponuje się ze słoiczkiem!


Sałatka ziemniaczana z porem, szczypiorkiem i majonezem kętrzyńskim na pietruszkowy smak!

Składniki:

  • 6 ziemniaków średniej wielkości
  • 8-10 cm biała część z pora
  • 2 czubate łyżki stołowe posiekanego szczypiorku
  • 1 łyżka stołowa tartego  na płatki parmezanu
  • 1 łyżka stołowa posiekanej natki pietruszki
  • Sól gruboziarnista – świeżo mielona
  • Pieprz czarny – świeżo mielony

Majonez pietruszkowy:

  • 4 łyżki stołowe majonezu kętrzyńskiego o smaku chrzanowym
  • 2 łyżki stołowe świeżo siekanej natki pietruszki
  • sok z 1/2 cytryny

Przygotowanie:

1. Ziemniaki – dobrze umyć, ugotować ze skórką w lekko osolonej wodzie. Pamiętać, żeby ziemniaków nie rozgotować tak, by nadawały się do pokrojenia. Pokroić na cztery części, a później w kostkę średniej wielkości.

2. Pora pokroić w cienkie półplasterki.

3. Szczypiorek i pietruszkę drobno posiekać.

Majonez pietruszkowy: W miseczce połączyć majonez kętrzyński o smaku chrzanowym, posiekaną natkę pietruszki i sok z cytryny. Zmiksować blenderem na gładką masę.

Do miski wrzucić pokrojone ziemniaki, pora, szczypiorek i pietruszkę. Doprawić wszystko świeżo mieloną solą i pieprzem. Dodać majonez pietruszkowy i pokruszony parmezan, uprzednio utarty na plasterki. Dokładnie wymieszać. Przed podaniem posypać jeszcze odrobiną szczypiorku, pietruszki i parmezanu.

Smacznego! 🙂

Pieczony udziec z sarny

Zbyt rzadko zajadamy się dziczyzną, ale jak już trafi na nasz stół z wielką pasją zajadamy się każdym kawałeczkiem. Mięso z sarny jest delikatne, kruche, soczyste, o lekko słodkawym smaku. I choć był to mój debiut, jesli chodzi o przygotowanie udźca to myślę, że wyszło nie najgorzej. Z pomocą przyszli znajomi, książki kulinarne, ale i tak jak zawsze zrobiłam po swojemu! Z pewnością mogłoby być lepiej, bardziej tłusto, ale dobrze wiecie, że lubię jak jest zdrowo, smacznie i nie za ciężko. I tym razem tak było.

Jeśli kiedyś, tak jak ja, dostaniecie od męża w prezencie mięso z sarny, może akurat sięgniecie po mój przepis – zapraszam!


Pieczony udziec z sarny

  • 2,5 kg udziec z sarny

Składniki marynaty (i sosu):

  • 150 g musztardy sarepskiej
  • 150 ml oleju rzepakowego
  • 150 ml czerwonego wina półwytrawnego
  • świeżo mielony pieprz
  • 1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego suszonego
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki suszonego cząbru

Do podania: świeże zioła – u mnie gałązki cząbru i tymianku

Przygotowanie:

1. Mięso myjemy, usuwamy większe błony.

2. Przygotowujemy marynatę (bejcę): w misce łączymy musztardę i wino. Dokładnie mieszamy, dodajemy przyprawy, po czym powoli dolewamy olej, żeby marynata było jednolita i nie rozwarstwiła się.

3. Tak przygotowana marynatą smarujemy obficie mięso, przykrywamy i wkładamy do lodówki.

4. Drugiego dnia ponownie smarujemy dokładnie mięso marynatą, która spłynęła. Czynność powtarzamy przez  4 kolejne dni.

5. Przed pieczeniem mięso wyjmujemy wyjmujemy z lodówki godzinę wcześniej.

6. Mięso pieczemy na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia, bądź wysmarowanej tłuszczem, by mięso nie przywarło.

7. Wstawiamy do piekarnika i ustawiamy temperaturę 150 stopni C. Pieczemy 2,5 godziny. Po tym czasie podnosimy temperaturę do 185 stopni C i pieczemy jeszcze pół godziny, żeby mięso się dobrze przyrumieniło.

8. Do małego rondelka przelewamy pozostałości marynaty i dolewamy resztę, która wytopiła się z pieczenia. Podgrzewamy i chwilę gotujemy. Powstanie naturalny sosik z mięsa – najlepszy!

Podajemy z sałatą polaną oliwą, ziemniaczkami, bądź chlebem – i oczywiście piklami!

SMACZNEGO 🙂

Sałatka z żółtych pomidorów i sera korycińskiego z żurawiną

Żółte pomidory z Łęgajn oraz ser z Korycina zakupiłam na Targach Ogrodniczych w Olsztynie. Pamiętam, że ostatnio byłam tam jako licealistka z moimi rodzicami. Jak ten czas szybko leci! Na targach było bardzo dużo wystawców, ale jeszcze więcej było ludzi, którzy wybrali się po zakupy drzew, krzewów, kwiatów i wspaniałego regionalnego jedzenia – tu zdecydowanie wkraczam ja 😀

Urzekł mnie kolor tego wspaniałego pomidorka – żółty, słoneczny, przywołujący wiosnę na talerzu jak żadne inne warzywo! Jak podaje producent „Beef żółty ma mięsiste, dobrze wypełnione owoce”. A do tego ser koryciński z żurawiną – zawsze kupuję od Pana z Korycina, kiedy tylko pojawię się na targach żywności regionalnej. Do sałatki dodałam musztardę i ocet jabłkowy z Octimu z Olsztynka, miód od sąsiada i … powstała prawdziwie regionalna sałatka! Wspaniała na drugie śniadanie, do pracy, na podwieczorek czy grilla. To co? Do kuchni marsz! 🙂

Sałatka z żółtego pomidora i sera korycińskiego z żurawiną

Porcja dla jednej osoby

Składniki:

  • 1 duży żółty pomidor z Łęgajn
  • 1 gruby plaster sera korycińskiego z żurawiną
  • 1 łyżka musztardy francuskiej
  • 2 łyżki siekanego młodego szczypiorku
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka octu jabłkowego 6% Octim z Olsztynka
  • 1 łyżeczka miodu
  • świeżo mielony pieprz
  • świeża nać kopru do dekoracji

Pomidora myjemy, usuwamy gniazdo nasienne, kroimy w kostkę.Z dużego kawałka sera odkrawamy solidny plaster, który kroimy na wielkość podobną do pomidora. Dodajemy posiekany szczypiorek, musztardę francuską, oliwę z oliwek, miód i ocet jabłkowy. Dokładnie mieszamy. Dodajemy świeżo mielony pieprz do smaku. Dekorujemy koprem i szczypiorkiem.

SMACZNEGO!

P.s. post nie był sponsorowany. To moje gusta i preferencje, zawsze szukam lokalnych dostawców – dbajmy o to, co dobre, nasze, polskie!

SAŁATKA Z SERKIEM WIEJSKIM BEZ LAKTOZY I KASZĄ BULGUR

Każdy, kto mnie zna wie, że jestem ogromną fanką serka wiejskiego. Za czasów studenckich potrafiłam jeść go trzy razy dziennie: na śniadanie obiad i kolację, zmieniały się tylko dodatki 🙂 Teraz serek wiejski zajadam głównie na śniadanie lub kolację. Zazwyczaj śniadanko – słodkie dodatki, kolacja – warzywne. Dlatego, gdy tylko na durszlak.pl zobaczyłam konkurs , w którym trzeba użyć jednego ze składników marki MLEKOVITA – bez namysłu rzuciłam się na serek wiejski bez laktozy! Od niedawna zaczęłam używać produktów bez laktozy, bo po prostu mi smakują. A że wiosna wokół i lato tuż tuż postawiłam na sałatkę. Idealną do pracy, szkoły, na drugie śniadanie, kolację, jako dodatek do obiadu, na grilla… po prostu wszędzie. Także częstujcie się, a ja idę szukać kolejnych inspiracji i pomysłów na serek wiejski. Może wkrótce poczęstuję Was jakimś przepisem na słodko? 😉


SAŁATKA Z SERKIEM WIEJSKIM BEZ LAKTOZY I KASZĄ BULGUR

Składniki:

  • 180 g  SERKA WIEJSKIEGO BEZ LAKTOZY MLEKOVITA
  • 50 g ugotowanej i ostudzonej kaszy bulgur
  • 1/2 długiego zielonego ogórka
  • 1/2 świeżej czerwonej papryki
  • 1 mała szalotka
  • 2 duże rzodkiewki
  • 5 pomidorów suszonych z zalewy
  • garść siekanego szczypiorku
  • świeżo siekana bazylia i nać pietruszki
  • 1 łyżka uprażonych pestek dynii
  • świeża bazylia do dekoracji

Do przyprawienia:

  • 4 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżeczki musztardy francuskiej
  • 3 łyżki oleju rzepakowego
  1. Ugotować kaszę bulgur w wodzie ( 15 minut). Odsączyć na sicie, ostudzić.
  2. Ogórka, rzodkiewkę, paprykę, suszone pomidory, cebulkę pokroić w małą kosteczkę.
  3. Szczypiorek, natkę pietruszki, bazylię posiekać. Kilka listków bazylii pozostawić do dekoracji.
  4. Na suchej patelni lekko podprażyć pestki dyni.
  5. W dużej misce wymieszać ze sobą warzywa, ugotowaną i ostudzoną kaszę, serek wiejski, uprażone pestki dyni. Doprawić wszystko musztardą francuską, sokiem z cytryny, świeżo mielonym pieprzem i olejem rzepakowym.

SMACZNEGO! 🙂


Mlekovita - najlepsza na każdą porę dnia

Wytrawna tarta z łososiem i ze szpinakiem

Dziś dzielę się z Wami przepisem na wytrawna tartę z łososiem i ze szpinakiem, która pojawiła się jako zimna przekąska na roczku mojej córki. Doskonała, krucha, smaczna, idealna na wiosenny posiłek – częstujcie się!

Wytrawna tarta z łososiem i szpinakiem

Ciasto:

  • 1 jajo rozmiar L
  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g masła
  • szczypta soli

Farsz:

  • 150 g fileta z łososia (wcześniej upieczonego w piekarniku – 175 stopni C/15 minut)
  • 300 g szpinaku mrożonego
  • ząbek czosnku
  • pieprz, sól
  • 12 pomidorków koktajlowych
  •  10 kulek mini mozarelli

Zalewa do tarty:  1 jajo, 50 ml śmietanki 30%, sól, pieprz, szczypta mielonej gałki muszkatołowej.

Składniki na ciasto zagniatamy, wkładamy do lodówki na 30 minut, zapiekamy 25 minut w 180 stopniach C.

Łososia przyprawiamy pieprzem, solą i cytryną. Pieczemy w 175 stopniach C przez 15 minut. Studzimy. Rozrywamy na dowolnej wielkości kawałki i układamy na upieczonym spodzie.

Szpinak rozmrażamy, przesmażamy z czosnkiem i śmietanką na patelni, Doprawiamy pieprzem i solą. Studzimy. Ostudzony farsz wykładamy na spód zapieczonej tarty, na wcześniej wyłożonym łososiu. Zalewamy zalewą. Układamy po brzegach na przemian kuleczki sera i pomidorki.

Zapiekamy 20 minut w 180 stopniach C. Możemy jeść od razu na ciepło, bądź podać na zimno 🙂

SMACZNEGO!

Ulubiona sałatka matki karmiącej

Rok temu zostałam mamą. I choć zawsze lubiłam się zdrowo odżywiać to karmiąc piersią postanowiłam, że będę starać się jeść jeszcze lepiej i smaczniej 🙂

Początki wiadomo były trudne, wtedy to prym w garach wiódł mój mąż, który cały dwutygodniowy urlop tatusiowy spędził na bieganiu do sklepu po zakupy, przygotowywaniu posiłków i sprzątaniu. Od samego początku udało mi się wprowadzić zdrowe nawyki, a że byłam po cesarskim cięciu miałam ku temu lepszą drogę, bo od trzech dni praktycznie nic nie jadałam 😀

Za to moja mała K. nadrabiała i ssała całe dnie, całe noce… Dużo czytałam będąc jeszcze w ciąży, że nie istnieje już pojęcie diety matki karmiącej. Choć nie ukrywam, że już na pierwszej wizycie położna zaznaczyła „Żebym tylko jajecznicy na boczku nie jadała!”. No nie jadłam na boczku, ale jajecznicę owszem wcinałam. Na szczęście obyło się bez kolek i innych przykrości brzuszkowych. No i tak zostało. Diety nie stosowałam i nie stosuje do dziś, po prostu wprowadziłam w życie kilka prostych rzeczy:

  • Na moim talerzu królują sałatki: owocowe, warzywne, z kurczakiem, z rybą, z mnóstwem ziół i bakali;
  • Na obiad rozsmakowałam się w pulpecikach na różne sposoby, podane z różnymi kaszami i surówkami;
  • Kapusta kiszona i ogórki kiszone – obowiązkowo w lodówce muszą być! 🙂
  • Lubię zacząć dzień od pożywnego koktajlu, musli na wodzie, czy owocowej jaglanki;
  • Na kolacje wcinam twarożki, jogurty naturalne, zajadam bakalie i sałaty.

A co z zachciankami na słodkości? Oczywiście nikt mi ich nie zakazał, ani ja ich nikomu nie zakazuję, ale wiem, że to jeden z moich wielkich nałogów i staram się z nim walczyć na każdym kroku. Zaobserwowałam też, że wraz z ograniczeniem słodyczy chęć na podjadanie, podskubywanie czegoś jakby gdzieś się ulotniła, teraz częściej nachodzi mnie na kwaśne, aniżeli na słodkie.

  • W początkach karmienia chęć na słodycze zastępowałam ziarnami słonecznika (prażyłam je sobie na patelni), suszonym morelami i daktylami, a podczas nocnych karmień ratowały mnie owocowo-warzywne musy wyciskane dla dzieci 😀
  • W weekendy i święta pozwalam sobie na domowe ciasto, bądź kawałek drożdżaka z cukierni; ze smakiem zajadam gorzką czekoladę;
  • Piję w południe jedną filiżankę kawy, do której dodaję łyżeczkę prawdziwego kakao – rewelacja!
  • W chwilach słabości piję wodę, herbatki ziołowe i owocowe.

Moja córka za chwilę skończy roczek. A mi coraz bardziej spodobało się to kolorowe odżywianie. Moja K. zjada już posiłki razem z nami. Póki co nie daję jej słodyczy, miksuje jej owoce, bądź piekę dla niej coś sama. Jogurty zjada naturalne i tak jak ja uwielbia owoce i warzywa. No może z kaszami jest trochę gorzej, ale ziemniaczki owszem i ogórek kiszony. A kanapeczka i jajecznica podstawowe w menu. Na słodkości jeszcze z pewnością przyjdzie pora 🙂

Nadal karmię moją córkę piersią. Wielokrotnie myślałam o odstawieniu, lecz wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem. Trochę z tego powodu przepłakałam, rodzina nie ma ze mną lekko, bo wiadomo jak to hormony kobiecie na macierzyńskim buzują 😉 I tak z biegiem czasu polubiłam to karmienie piersią. Będąc w ciąży nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić jak to będzie, wręcz wstydziłam się, że będę musiała kiedyś przy kimś nakarmić moje dziecko piersią. Jednak los obdarzył mnie mlekiem dla K. i postanowiłam, że z tego skorzystam. Nie będę ukrywać, że kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń: każdy wieczór w domu, nieprzespane noce (do dziś ani jednej nie przespałam 🙂 ), nie pamiętam już kiedy obejrzałam cały film, bądź odcinek ulubionego serialu. W kuchni i w blogowaniu też trochę się zapuściłam, bo każda wolną chwilę przeznaczałam na drzemkę (w sumie do dziś przeznaczam). Ale powiedzcie sami: czy to jest teraz najważniejsze? Z biegiem czasu ilość karmień się zmniejsza. Teraz to już głównie poranki, wieczory i noce. Ale te karmienia są już zupełnie inne. Są pełne miłości, czułości, bliskości, zrozumienia. Ciężko je odstawić, gdy dziecko domaga się piersi i czeka, patrzy w oczy, mówiąc „Mama”. Niebawem czeka mnie powrót do pracy i nie wiem, czy uda mi się zachować ten piękny rytuał. Jedno jest pewne, że zostanie to w mojej pamięci już na zawsze i uważam, że to cenny dar i nagroda w zamian za to, że nie mogłam urodzić naturalnie. W życiu bym nie pomyślała, że tyle wytrwam. Ba, nigdy bym nie pomyślała, że można nie przespać całej nocy przez cały rok! 😉

A poniżej drogie mamy dzielę się z  Wami przepisem na moja ulubioną sałatkę, którą zajadam się przynajmniej raz w miesiącu 🙂 Na zdrowie!


Ulubiona sałatka matki karmiącej  – Sałatka z awokado i tuńczykiem

Receptura na jedną osobę:

  • 1 sztuka awokado odmiany Hass
  • 100g tuńczyka w sosie własnym
  • 1 jajo rozmiar M
  • Świeży szczypiorek
  • Świeża nać pietruszki
  • Oliwa z oliwek BIO
  • Sól i pieprz do smaku
  • Sok z połowy cytryny

Przygotowanie:

  1. Awokado obrać ze skórki, usunąć pestkę, pokroić w kostkę. Skropić sokiem z cytryny.
  2. Tuńczyka odsączyć z zalewy.
  3. Koper i pietruszkę posiekać.
  4. Jajo ugotować na twardo (od momentu wrzenia wody 8 minut – woda osolona).
  5. Na talerzu ułożyć awokado, tuńczyka, jajo, dodać pietruszkę i koper. Doprawić solą i pieprzem, polać obficie oliwą, dobrze wymieszać i zajadać!

 

 

Grillowane krewetki z sosem musztardowym czosnkowym z ziołami OCTIM

Znacie, lubicie produkty firmy Octim? Ostatnio miałam przyjemność przygotować przepisy na bazie musztard i sosów musztardowych. W akcji wzięło kilku blogerów, a efektem pracy jest wspaniały zbiór przepisów, do których odsyłam w poniższym linku:

Kulinarne inspiracje Octim!

Na bazie sosu musztardowego czosnkowego z ziołami przygotowałam dip do grillowanych krewetek. Pychotka! Koniecznie wypróbujcie do potraw z grilla, sałatek, mięs i ryb. Zachęcam Was do odwiedzenia strony producenta i zapoznania się z całą gamą produktów, których nie może zabraknąć na waszym stole zwłaszcza w sezonie letnim! Musztardy, sosy musztardowe, ketchupy, glazura balsamiczna i ocet. Zresztą zobaczcie sami: www.octim.com.pl

A teraz zapraszam na przepis! Smacznego 🙂

Składniki:
250 g krewetek Black Tiger (mrożonych lub świeżych)
½ czerwonej cebulki
1 ząbek czosnku
Sok z ½ świeżej limonki
1 łyżka octu balsamicznego Octim
1 łyżka oleju rzepakowego
Świeżo mielony pieprz
Sól
Świeża kolendra
Na dip:
3 łyżki stołowe sosu musztardowego czosnkowego z ziołami Octim
3 łyżki stołowe jogurtu greckiego lub naturalnego gęstego
1 łyżeczka miodu

Przygotowanie:
Mrożone krewetki włożyć do miski, wlać zimną wodę i rozmrozić. Nieobrane krewetki obrać z pancerzy, po czym naciąć lekko nożem wzdłuż tułowia i usunąć czarne jelito. Krewetki opłukać dokładnie w wodzie i osuszyć.
Do krewetek dodać ocet balsamiczny Octim, olej rzepakowy, sok z limonki, drobno posiekaną cebulkę i czosnek. Doprawić solą i pieprzem oraz świeżo siekaną kolendrą.
Na rozgrzanej patelni grillowej, bądź teflonowej ułożyć krewetki i smażyć na rumiano przez około 2-3 minuty z każdej ze stron. Podawać z sosem i świeżo siekaną kolendrą.

Przygotowanie dipu:
W miseczce połączyć jogurt, sos musztardowy czosnkowy z ziołami oraz miód. Dokładnie wymieszać.

Penne z krewetkami, łososiem wędzonym i suszonymi pomidorami

Makaron to idealny pomysł na szybki i pożywny obiad. Dziś w wersji bardzo zdrowej – z krewetkami, łososiem wędzonym, świeżą kolendrą, dużą ilością oliwy… Idealne danie, które doda energii, rozgrzeje i dostarczy mnóstwa kwasów omega 3, który pozytywnie wpływają na nasz układ sercowo-naczyniowy i nerwowy. Smacznie i zdrowo zapraszam Was na mój kolorowy i zdrowy makaron!

Penne z krewetkami, łososiem wędzonym i suszonymi pomidorami

Składniki na 2 porcje:

  • 200g makaronu penne (najlepiej z pszenicy durum)
  • 200 g mrożonych krewetek
  • 100 g łososia wędzonego
  • 1/2 słoiczka suszonych pomidorów z zalewy
  • 1/2 słoiczka zalewy z suszonych pomidorów
  • ząbek czosnku
  • 1 mała cebulka czerwona
  • sok z jednej limonki
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • oliwa z oliwek
  • świeża kolendra
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

  1. Makaron gotujemy w osolonej wodzie w czasie określonym przez producenta na opakowaniu.
  2. Mrożone krewetki wkładamy do miseczki, po czym dolewamy odrobinę zimnej wody i rozmrażamy. Nieobrane krewetki obieramy z pancerzy, po czym nacinamy lekko nożem wzdłuż tułowia i usuwamy czarne jelito. Tak przygotowane krewetki dokładnie płuczemy i osuszamy.
  3. Łososia wędzonego kroimy w kostkę.
  4. Pomidory suszone kroimy w paseczki lub kosteczkę.
  5. Przygotowujemy marynatę: cebulkę i czosnek kroimy w bardzo drobną kosteczkę. Dodajemy sos sojowy, sok z limonki, oliwę z oliwek, sól, pieprz, świeżo siekaną kolendrę. Marynatą zalewamy krewetki i łososia.
  6. Rozgrzewamy patelnię, po czym wrzucamy krewetki i łososia. Smażymy na rumiano z obu stron (po 2-3 minuty z każdej strony). Dodajemy suszone pomidory, wlewamy resztę marynaty, w której marynowaliśmy krewetki i łososia.
  7. Dodajemy ugotowany makaron. Smażymy chwilę razem, dolewamy 1/2 zalewy ze słoiczka po suszonych pomidorach – jest ona już dodatkowo doprawiona ziołami i czuć smak suszonych pomidorów.
  8. Podajemy ze świeżo mielonym pieprzem i siekaną kolendrą.

SMACZNEGO! : )

Gęsty chłodnik z botwinki i ogórka kiszonego

4Latem na moim stole nie może zabraknąć chłodnika! Doskonale orzeźwia, chłodzi, a przy tym jest pożywny i zdrowy. Zazwyczaj serwuję chłodnik z botwinki, albo z ogórka. Dziś połączyłam oba smaki razem, ale zamiast świeżego ogórka, użyłam ogórka kiszonego. Doskonały kwaskowaty smak ogórka wspaniale przełamuje słodki smak botwinki. Idealny z młodymi ziemniaczkami, bądź gotowanym jajem. Zajadajcie się na zdrowie – to idealna pora na chłodnikowe szaleństwa! 

Gęsty chłodnik z botwinki i ogórka kiszonego

Składniki:

– 2 duże pęczki młodej botwinki (łącznie z listkami i łodygami)

– 6 ogórków kiszonych, domowych

– pęczek szczypioru (najlepiej z czterech cebul)

– 1 młoda cebulka biała

– duży pęczek świeżego kopru

– duży pęczek świeżej pietruszki

– 500 ml maślanki naturalnej

– 700 ml kefiru naturalnego

– sól i świeżo mielony pieprz do smaku

DO DZIEŁA!

  1. Botwinkę myjemy, oczyszczamy, płuczemy wodą, po czym kroimy wszerz w paski długości około 2-2,5 cm. Buraczki obrać. W garnku zagotować wodę, gdy woda zacznie się gotować, wrzucić botwinkę razem z buraczkami na 3 do 5 minut, w zależności od grubości łodyżek i wielkości buraczków.
  2. Odlać botwinkę na sito, przelać lodowatą wodą, aż botwina będzie całkowicie ostudzona. Dobrze odcisnąć z wody, wrzucić do dużej miski.
  3. Buraki pokroić w drobną kostkę i dodać do botwinki.
  4. Koper, natkę pietruszki i szczypior posiekać drobno.
  5. Cebulkę białą pokroić w drobną kostkę.
  6. Ogórki kiszone obrać ze skórki, pokroić w drobną kostkę.
  7. Wszystko razem wymieszać w misce.
  8. Zalać kefirem i maślanką. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Schłodzić w lodówce minimum przez godzinę. Serwować z jajem na twardo, chlebem, bądź młodymi ziemniaczkami.

SMACZNEGO – NA ZDROWIE!

432