Skarby warmińskiej kuchni ukryte w Starym Folwarku

„Cudze chwalicie, swego nie znacie”, czyli jak odkryłam oazę spokoju na warmińskiej ziemi.

Niespełna 30 minut samochodem od Olsztyna trafiłam ostatnio do miejsca, gdzie wypoczęłam, jak nigdy dotąd. A dobrze wiecie, że z dzieckiem wypoczynek wygląda już nieco inaczej. W miejscowości Tumiany stoi Stary Folwark, a w nim czeka na Was cisza, spokój i niezwykle smaczna, i co najważniejsze, kuchnia regionalna Warmii.

Miejsce skromne, w swojskim klimacie, bez przepychu, z wielkim potencjałem. Idealne na wypoczynek z rodziną. Piękne widoki na jezioro, lasy, łąki. A wieczorem koncert żab tuż nad rzeką. Polną drogą można wybrać się na spacer, by zwiedzić okolicę.

A w środku czeka na Was miła obsługa, czyste pokoje i wspaniałe jedzenie. Dokładnie, jedzenie jest tu naprawdę smaczne, domowe, bo właśnie o jedzeniu chciałam Wam tu napisać najwięcej.


Do Tumian trafiliśmy w największe upały, stąd też na pierwszy ogień poszedł dzbanek lemoniady – orzeźwiający, ugasił nasze pragnienie.

Napojeni mogliśmy spróbować posiłków. Ja z miłości do sałatek zdecydowałam się na tę pozycję z karty, zaś mój mąż na kaczkę.

Sałatą z grillowanym kurczakiem i ziołowym dresingiem zajadam się bardzo często. Ta była smaczna, mega porcja z sałatą z ogrodu, a nie z paczki! Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić to zbyt mała ilość dresingu w stosunku do ilości sałaty. Ja lubię jak sałata jest wręcz oblepiona sosem.

Kaczka – najlepsza! Soczysta, aromatyczna, do tego kluseczki i buraczki z wiśniami. Niestety, zdjęcia nie udało się zrobić, bo mój mąż pochłonął swoją porcję, zanim zdążyłam włączyć aparat… Cóż, będzie okazja, żeby wrócić 😉

Na deser wybrałam kawałek domowego ciasta. Czekoladowe z kremem i wiśniami. Bardzo smaczne, choć biszkopt jak dla mnie mógłby być bardziej nasączony.

Jako, że zostaliśmy na noc, drugiego dnia postanowiliśmy posmakować więcej pozycji z karty.

Na gości nocujących w Folwarku czeka od 8 do 10 śniadanie w formie bufetu szwedzkiego. Do wyboru kawa, herbata, soki, koktajle, domowe, wędzone na miejscu wędliny, świeżo wypiekany na miejscu chleb, świeże owoce, pasty kanapkowe, doskonała jajecznica i puszyste racuchy z powidłami. Mniam!

Nie wiedziałam co wybrać, zatem najlepiej spróbować wszystkiego po trochu, prawda?

W restauracji, czekając na zamawiane dania, jako poczęstunek możecie spróbować chleba wypiekanego na miejscu, podawanego w towarzystwie oliwy smakowej. Chleb rewelacyjny, inny, nieznany mi dotąd smak. Orzechy, pestki dyni, słonecznik, o lekko cebulowym, słodkawym smaku. Zupełnie odbiegał od jakże powielanych w restauracjach chlebach podawanych jako czekadełko. Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam cały bochenek (jeszcze ciepły! 🙂 i zabrałam ze sobą do domu.

Chlebek spróbowaliśmy też ze smalczykiem, w którym najbardziej podobała mi się konsystencja i doskonała smarowność.

Na przystawkę zjedliśmy karasie w zalewie octowej i sałatkę z gruszką, truskawkami, fetą i świeżą miętą. Porcje bardzo duże, zwłaszcza sałatka, serwowana z chrupiącymi ziołowymi podpłomykami, z dresingiem słodko-kwaśnym na bazie octu balsamicznego skradła moje serce. Karasie zaś bardzo delikatne, doskonale odchodziły od ości, w cudownej słodko-kwaśnej zalewie. Gdybym tylko znała przepis na pewno odtworzyłabym je w domu! 🙂

Na pierwsze danie wybraliśmy zupy – specjały Folwarku – zupa warmińska oraz bulion drobiowo-wołowy z pierożkami z kaczki i podgrzybkami. Obie zupy naprawdę rewelacyjne, w punkt doprawione.

Moim faworytem została zupa warmińska z mięsnymi kluseczkami. Gęsta, zawiesista, na bazie śmietany, lekko kwaśna, w smaku bardzo przypominająca tradycyjny żur wielkanocny, jednak o niebo lepsza. Nie dałam rady zjeść do końca!

Nadszedł czas na danie główne. Mój mąż zdecydował się na delikatnego sandacza z sosem kurkowym, grillowanymi warzywami i ryżem z porem.

Ja, mięsożerca, na moje ukochane policzki wołowe z kapustą zasmażaną i pęczakiem ze słonecznikiem. Nareszcie! Tak, ktoś wreszcie zaserwował mi najlepsze policzki od pięciu lat. Delikatne, miękkie, soczyste, rozpływające się w ustach. Z doskonałym sosem i najlepszą na świecie kapustą! I do tego ten piękny talerz, który idealnie pasuje do tego miejsca… Oj, na pewno wrócę!

No i jak tu zmieścić deser? Zawsze mam na to jedną odpowiedź: Deser musi być! 🙂W Folwarku możecie dostać tradycyjne lody KROCZEK, które robione są w Olsztynie. W pucharku trzy gałki z bitą śmietaną i owocami – całe wieki nie jadłam deserku w pucharku! A lody – od zawsze mój numer jeden, więc byłam uradowana.

Lecz serce skradł inny deser. Owoce z francuskim kremem patissiere zapiekane pod kruszonką, podawane na ciepło. I tu sprawdziła się zasada – w prostocie siła! Dlaczego w domu tak rzadko zapiekam owoce pod kruszonką? Dziękuję za inspirację i tę doskonałą słodycz! Ciekawe połączenie wykwintnej kuchni z regionalizmem.

W Starym Folwarku w Tumianach odnalazłam ciszę, spokój, znalazłam czas dla siebie i rodziny. Ale co najważniejsze na warmińskiej ziemi odkryłam wspaniałe regionalne jedzenie, za którym będę tęsknić. Wielkie ukłony dla Szefowej Kuchni, Pani Aldony i całego zespołu folwarcznego. Tworzycie piękne miejsce, trzymam kciuki w dalszej rozbudowie i cóż… do zobaczenia!


Chcecie być na bieżąco? Zaglądajcie na facebook’a Starego Folwarku i stronę internetową. I oczywiście wybierzcie się tam z najbliższymi jeszcze tego lata! Być może spotkamy się przy wspólnym stole… 🙂

Strona internetowa:

http://staryfolwark.com.pl/nf/

Facebook:

Zdjęcie użytkownika Stary Folwark Tumiany.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.