Sernik kokosowo-migdałowy

Uwielbiam serniki!

Ostatnio piekłam sernik z oreo, z malinami, a dziś zupełnie spontanicznie upiekłam sernik z kokosem i migdałami. Obłędny! Słodki, puszysty, idealny!

Pokombinowałam trochę w recepturze, no bo przecież nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła, nie urozmaiciła, nie przemieniła. I co? Opłaciło się! Jak zawsze zresztą 😉 Częstujcie się – na weekend słodycz, jak znalazł! 😉

Sernik kokosowo-migdałowy

Składniki:

  • 4 jaja rozmiar L
  • 1 szklanka cukru drobnego do wypieków
  • 200 ml śmietany 36 %
  • 1 kg twarogu półtłustego (zmielonego przynajmniej dwukrotnie, możecie użyć z wiaderka, ale uważajcie, żeby nie był zbyt rzadki!)
  • 1 szklanka wiórków kokosowych
  • 4 czubate łyżki mielonych migdałów
  • 2 łyżki stołowe mąki ziemniaczanej
  • 1 opakowanie cukru z mielonymi migdałami (opcjonalnie)

Dodatkowo: masło do wysmarowania blaszki i mąka do obsypania blaszki

Przygotowanie:

  1. Piekarnik nagrzać do 180 stopni C (pieczenie góra-dół).
  2. Żółtka oddzielić od białek. Żółtka wrzucić do dużej miski, ubijać i dodawać powoli cukier. Ubijać, aż cały cukier wraz z żółtkami stworzy jednolitą, gładką masę.
  3. Dodawać po łyżce twaróg, cały czas ubijając masę.
  4. Dodać śmietanę, mąkę ziemniaczaną.
  5. Dodać wiórki kokosa, mielone migdały i opcjonalnie cukier z dodatkiem mielonych migdałów. Cały czas ubijać mikserem.
  6. I uwaga! Na koniec dodajemy nieubite białka! Białka będziemy ubijać razem z masą około 6 minut.
  7. Całą masę przelewamy do wysmarowanej masłem i obsypanej mąką foremki, po czym wkładamy do uprzednio nagrzanego piekarnika.
  8. Pieczemy 1 godzinę 20 minut w 180 stopniach (góra-dół).
  9. Studzimy przy uchylonych drzwiach piekarnika – o ile to możliwe. Ja uwielbiam ukroić sobie ciepły kawałek sernika. Pycha! 🙂 SMACZNEGO!

Korner. Restauracja śródmieście. Moje 10/10.

Wczorajsza wizyta w restauracji Korner odbyła się w ramach kolejnego spotkania Olsztyńskich Blogerów Kulinarnych ( możesz być na bieżąco i śledzić nas na: https://www.facebook.com/OlsztynscyBlogerzyKulinarni/ ).

Co miesiąc wybieramy inne miejsce, do którego idziemy wspólnie zjeść, porozmawiać i zaplanować kolejne działania, o których wkrótce się dowiecie! 😉

Korner. Restauracja położona w centrum Olsztyna.

Nie ukrywam, iż od pierwszych chwil, kiedy zaczęłam obserwować profil na facebook’u tej restauracji byłam zachwycona! Jak się wczoraj okazało mój zachwyt nie był bezpodstawny. Już od wejścia klimat tego miejsca zdecydowanie przypadł mi do gustu. Proste wnętrze, ale jednocześnie nowoczesne, bez przepychu, z minimalistycznymi dodatkami, które uwielbiam! I co najważniejsze, najpiękniejsze – serce restauracji, czyli kuchnia otwarta. W środku byli gości, więc żeby nie robić zamieszania udało mi się zrobić zdjęcia kilku wyróżniających się w wystroju detali.

Spotkało nas to szczęście, że zasiadłyśmy do stołu w drugiej części sali koło baru, z widokiem na piękną ścianę z ogromnym wyborem win. Naprawdę robi wrażenie. Z pewności każdy koneser wina znajdzie tutaj coś dla siebie.

Wieczór rozpoczął się bardzo miło. Kiedy zabierałam się za intensywne wertowanie karty menu podszedł do nas kelner i powiedział, że dzisiaj szef kuchni przygotował dla nas specjalne menu degustacyjne. Domyślacie się pewnie, jaka euforia zapanowała przy stoliku zasiadającym przez siedem dojrzałych kobiet… 😉 No cóż, zatem do roboty! W końcu przyszłyśmy jeść!

Na początek Tatar wołowy z piklowanymi warzywami i pudrem truflowym.

Czy widzieliście kiedyś coś równie uroczego? Ja do dziś jestem zachwycona. Mini porcje zawsze bardziej cieszą oko i zdecydowanie podniebienie!

Tatar wołowy bardzo dobry, delikatnie doprawiony, z równo pokrojonymi dodatkami w postaci cebulki i ogórka. Do tego kiełki, plasterek rzodkiewki i puder truflowy. Idealny na start – od razu miałam ochotę na więcej! Do tatara spróbowałam też oliw smakowych z pieczywem, które doskonale się z tą przystawką uzupełniały.

Tatar wołowy z piklowanymi warzywami i pudrem truflowym
Tatar wołowy z piklowanymi warzywami i pudrem truflowym

A teraz coś bardziej vege. Tatar warzywny w emulsji miodowo-musztardowej z krewetką w tempurze

Idealnie chrupiąca tempura, z mięsista krewetką, a do tego tatar z warzyw idealnie pokrojonych w równą kosteczkę, doprawionych miodowo-musztardową emulsją. Słodki, słony, lekko ostry smak, który był po prostu doskonały.

Tatar warzywny w emulsji miodowo-musztardowej z krewetką w tempurze

Oto i ona. Przystawka numer trzy.

Smażony ser kozi w panierce panko na chrupiącej bagietce z sorbetem rabarbarowym i słonecznikiem prażonym z syropem klonowym

Wytrawny, miękki ser w chrupiącej panierce, a do tego słodkie truskawki ze słonecznikiem, polane syropem klonowym. Całość fantastycznie przełamana kwaśnym smakiem sorbetu rabarbarowego. Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie to połączenie? Kreatywność zespołu w kuchni zdecydowanie uwiodła moje podniebienie.

Smażony ser kozi w panierce panko na chrupiącej bagietce z sorbetem rabarbarowym i słonecznikiem prażonym z syropem klonowym
Smażony ser kozi w panierce panko na chrupiącej bagietce z sorbetem rabarbarowym i słonecznikiem prażonym z syropem klonowym
Smażony ser kozi w panierce panko na chrupiącej bagietce z sorbetem rabarbarowym i słonecznikiem prażonym z syropem klonowym

Nie wspomniałam jeszcze o obsłudze, która jest tutaj naprawdę do pozazdroszczenia. Miałyśmy ogromne szczęście, że obsługiwał nas kelner, który o każdym daniu wiedział wszystko i w przemiły, ale zarazem bardzo elegancki sposób odpowiadał na każde nasze najbardziej dociekliwe pytania. No i tenże właśnie kelner przyniósł nam ostatnie danie z menu degustacyjnego, które dopiero będzie wprowadzone do menu restauracyjnego! Tak, byłyśmy pierwsze!

A na talerzu w wersji mini
Burger z krewetkami z salsą mango, ananasem, ogórkiem i kolendrą z konfiturą z grzybów mun

W wersji do sprzedaży burger będzie podawany w rozmiarach klasycznych, typowych dla burgerów sprzedających się w restauracjach jako danie główne. Mogłabym powiedzieć, że to burger przygotowany na sposób orientalny. Super pomysł z krewetką i oczywiście ze słodką, ale jednocześnie lekką i orzeźwiającą salsą ze świeżych warzyw i owoców. Na pewno wrócę na burgera w wersji mega!

Burger z krewetkami z salsą mango, ananasem, ogórkiem i kolendrą z konfiturą z grzybów mun
Burger z krewetkami z salsą mango, ananasem, ogórkiem i kolendrą z konfiturą z grzybów mun

Menu degustacyjne było perfekcyjne. Byłam już bardzo najedzona, ale chciałam spróbować jeszcze czegoś z karty. Zdecydowałam się na sałatkę, zresztą podobnie jak reszta dziewczyn 🙂

Sałata z krewetkami, serem camembert, żurawiną i dipem szpinakowo-jabłkowym

W sałatkach zawsze numerem jeden jest dla mnie dresing. Reszta składników oczywiście również jest istotna, ale to dresing gra pierwsze skrzypce spajając wszystko w jedność. Doskonały dip szpinakowo- jabłkowy z delikatnymi krewetkami i rozpływającym się camembertem stworzył wspaniałą kompozycję. Zdecydowanie cieszę się, że wybrałam tę pozycję.

Sałata z krewetkami, serem camembert, żurawiną i dipem szpinakowo-jabłkowym
Sałata z krewetkami, serem camembert, żurawiną i dipem szpinakowo-jabłkowym

Jako, że jestem ogromnym łasuchem nie mogłam zapomnieć o deserze. W karcie króluje 5 deserów, a ja zdecydowałam się na Creme Brulee z Bailey’sem. Deser był bardzo słodki, z bardzo przyjemnie, delikatnie wyczuwalnym Bailey’sem. Wszystko dobrze ze sobą zagrało, a dodatek kwaśnych owoców uzupełnił nadmierną słodycz. Ależ to było dobre!

Creme Brulee Bailey’s

Wyszłam z Kornera w bardzo dobrym nastroju, z pełnym żołądkiem, zdrowo i smacznie najedzona. Aż wstyd się przyznać, że odwiedziłam to miejsce po raz pierwszy. A może i nie. Może właśnie to bardzo dobrze, że trafiłam tu w takich okolicznościach.

Odkryłam tu wspaniałe jedzenie, piękne wnętrze z mega prostym i eleganckim designem, profesjonalną i nienarzucającą się obsługę. Cieszy mnie, że Olsztyn ma takie miejsce. Zdecydowanie polecam Wam choć raz udać się w to miejsce, by spróbować niebanalnych połączeń smakowych, podanych estetycznie, a zarazem minimalistycznie – tak, jak najbardziej lubię. Wszystko ze sobą gra, wszystko jest spójne. Z pewnością tu wrócę spróbować dań głównych i kolejnych deserów.

Restauracja Korner. Dla mnie 10/10.

Gospoda Warmińska. Miejsce, w którym na nowo odkryjesz domową kuchnię warmińską!

Butryny. Wieś położona na terenie południowej Warmii, otoczona przez lasy. A w samym sercu wsi stoi ta oto Gospoda Warmińska. Po kocich łbach dojdziecie do drzwi, które sprawią, że czas na chwilę się zatrzyma, a Wasze brzuchy zapełnią się niezwykle smacznymi daniami warmińskiej kuchni regionalnej.

Wejście od drogi głównej
Wejście do gospody

Gospoda Warmińska wystartowała 1 maja. Majówka to idealny czas na pierwsze kroki, zwłaszcza w gastronomii, traktowany również jako rozpoczęcie sezonu turystyczno-jedzeniowego.

Wczoraj miałam przyjemność gościć na oficjalnym otwarciu Gospody Warmińskiej. Nie ukrywam, iż bardzo się ucieszyłam, że nareszcie blisko Olsztyna powstała restauracja z regionalnym jedzeniem!

Gospoda powitała mnie naprawdę wspaniałymi przysmakami, ale zatrzymajmy się jeszcze na chwilę, by zobaczyć nieco to wszystko od środka…

Niezwykle przytulne wnętrze, urządzone bez przepychu, za to z cudownymi detalami. Na ścianach piękne, ręcznie robione wianki, na stołach i w oknie świeże kwiaty. Do tego typowo warmińskie wnętrze, łączące w sobie kamień, drewno i cegłę. Obiad zjemy tutaj przy drewnianym stole, siedząc na drewnianej ławce, ogrzewając się ciepłem spalającego się w kominku drewna. Prawda, że czas oczekiwania na potrawy w takim wnętrzu płynie o wiele przyjemniej? 😉

W dniu oficjalnego otwarcia, 3 maja, tuż przed gospodą na gości czekało ognisko, na którym można było usmażyć sobie kiełbaskę i zagryźć pajdą chleba. Pogoda niestety była bardziej jesienna, aniżeli wiosenna, dlatego też ognisko to był strzał w dziesiątkę! Można było nie tylko dobrze zjeść, ale też porządnie się ogrzać i posłuchać strzelających iskier spalającego się drewna. Też uwielbiacie ten niepowtarzalny dźwięk? 🙂

A teraz pora zasiąść do stołu.

Na początek słynne „czekadełko” – kromka chleba ze smalczykiem i ogórkiem kiszonym. Smalczyk bardzo dobry, doprawiony w punkt, o konsystencji takiej, jaką najbardziej lubię, z niewielka ilością skwarek.

Spróbowałam dwóch zup: grzybową i karmuszkę. Zdecydowanie stawiam tutaj na karmuszkę! To typowa potrawa kuchni warmińskiej. Gęsta zupa, łącząca w sobie słodki i słony smak. Z dużą ilością mięsa i białej fasoli, podana z kwaśną śmietaną i świeżo siekaną pietruszką. Śmiało śmiem twierdzić, iż to pozycja obowiązkowa z karty!

Przepraszam za brak zdjęć, ale zupy zniknęły w mgnieniu oka!

Niestety w przypadku dan głównych nie byłam w stanie się zdecydować na jedną potrawę, stąd też wybrałam trzy 🙂

Numer jeden – Tradycyjny kotlet schabowy, podany z opiekanymi ziemniaczkami i surówką z marchewki i kapusty białej. Soczysty kawałek schabu z bardzo dobrymi ziemniakami, które nie były suche (to największa zmora niektórych restauracji!). Do tego bardzo smaczne surówki – słodko-kwaśne, delikatnie słone, z chrupiącymi warzywami, jak w domu! Jedyny do czego mogłabym mieć jakieś „ale” to wielkość porcji. Zdecydowanie kotlet schabowy mógłby być nieco większy, bo ja lubię solidny kawałek mięsa na talerzu.

Tradycyjny kotlet z opiekanymi ziemniakami lub frytkami oraz surówką (cena: 26 zł)

Świeżonka!

Kiedy zobaczyłam tę pozycję w karcie od razu zdecydowałam, że biorę. Nie wiem czy wiecie, ale jestem córką rolnika, który latami hodował trzodę chlewną i świeżonkę jedliśmy w moim rodzinnym domu kilka razy w roku. Z cebulką, zielem angielskim, listkiem laurowym, dużą ilością pieprzu czarnego. Kocham ten smak, smak dzieciństwa! Stąd też świeżonka musiała być sprawdzona!

Kopytka były nieco mało słone i trochę się rozpadały, ale w połączeniu z naprawdę rewelacyjną świeżonką wszystko równoważyło się doskonale. Jakie to było dobre! Jak ja się cieszę, że wybrałam tą świeżonkę! Mięso było kruche, soczyste, rozpływające się w ustach, a przy tym tak wspaniale doprawione! Mam nadzieję i trzymam mocno kciuki, by to danie trzymało swój poziom i było zawsze powtarzalne, bo jest przepyszne i chyba nie znam miejsca w okolicy, które serwowałoby ten specjał.

Py-cho-ta!

Z kopytkami i ogórkiem kiszonym (cena: 26 zł)

Po tak obfitych posiłkach byłam już bardzo najedzona, ale zdecydowałam, że muszę spróbować jeszcze jednej potrawy. Tego dnia serwowane były jeszcze ryby (smażony filet sandacza i smażone fileciki z okonia – oba po 39zł) oraz pierogi (duża porcja pierogów 8 sztuk cena: 18 zł). Ok, postawiłam na pierogi.

Jako, że do wyboru były pierogi ruskie, mięsne oraz z kaszą i pieczarkami, zdecydowałam się na mix, bo każde z nich lubię. Pierogi podano! Prezentują się pięknie i jak pachną! Dodatkowo okraszone cebulką i boczkiem, mmmm. Ciasto wspaniałe! Lekkie, delikatne, sprężyste, po prostu rozpływało się w ustach. Najbardziej smakowały mi pierogi ruskie, bardzo dobrze doprawione. Później z mięsem, a na końcu z pieczarkami i kaszą. Te ostatnie były nieco suche. Jednak reasumując – były to jedne z lepszych pierogów, jakie jadłam w życiu!

Po tym wspaniałym obiedzie już ubolewam, że kolejne miejsce, z przytulnym wnętrzem, miłą obsługą i wspaniałym regionalnym jedzeniem jest poza Olsztynem. Na szczęście nie jest to jakaś ogromna odległość od miejsca, w którym mieszkam i z pewnością zabiorę tutaj rodzinę i znajomych, by spróbowali smaku dań, które mnie dzisiaj uwiodły.

Jeśli będziecie kiedyś w okolicy albo nawet w samych Butrynach, zajedźcie koniecznie do Gospody Warmińskiej. Jestem pewna, że tak smakowała dawniej kuchnia na naszych ziemiach. Że było prosto, obficie i ze smakiem!

Gospoda Warmińska

Butryny 26A

10-687 Butryny

Zajrzyj tutaj, by być na bieżąco: https://www.facebook.com/GospodaWarminskawButrynach/

Makaron soba z wędzonym tofu, warzywami i czarnuszką

Jestem wielką miłośniczką kuchni azjatyckiej. Zazwyczaj ilość składników, jaka jest potrzebna do przygotowania dobrego dania kuchni orientalnej, trochę mnie przerasta i nie zawsze mam pełen zestaw. Ostatnio jednak dobrze się zaopatrzyliśmy w jednym ze sklepów i teraz szaleję w kuchni, tworząc mały Asian fusion food. Wyszło pysznie! Jeśli nie lubicie tofu, śmiało możecie zastąpić je krewetkami, bądź kawałkami kurczaka.

Makaron soba z wędzonym tofu i warzywami

  • 150 g makaronu soba
  • 200 g tofu wędzonego w kostce
  • 1świeża papryka czerwona
  • 1/2 szklanki pokrojonego drobno szczypiorku (najlepiej razem z cebulkami)
  • 2 płaski łyżki czarnuszki
  • 2 papryczki chili: żółta i zielona

Sos:

Przygotowanie:

  1. W garnku zagotować wodę i lekko ją posolić. Do wrzącej, gotującej się wody wrzucić makaron i zmniejszyć gaz o połowę. Gotować 3 minuty. Odcedzić makaron na durszlaku, po czym przerzucić go z powrotem do garnka.
  2. Tofu wędzone pokroić w kostkę, a czerwoną paprykę w cienkie paseczki. Szczypior drobno posiekać. Dorzucić wszystko do makaronu.
  3. Dodać czarnuszkę i pokrojone w plasterki papryczki chili.
  4. Wszystkie składniki na sos do makaronu połączyć, po czym zalać nim makaron. Posypać obficie czarnuszką (można użyć czarny sezam – ja uwielbiam czarnuszkę!). Tutaj możecie trochę manewrować – jeśli chcecie mieć bardziej słodki sos dodajcie więcej sosu śliwkowego, a jeśli bardziej słony – sosu sojowego i teryaki :).
  5. Na wierzch można posiekać jeszcze odrobinę świeżej mięty.
  6. Nasze słodko-ostre danie gotowe! 🙂
I tak ze smakiem można zjeść sobie na kolanach na balkonie 🙂

Wielkanocny mazurek cytrynowy

Wielkanoc od zawsze kojarzy mi się z mazurkiem. Słodkim, maślanym, aromatycznym, kruchym niczym herbatniki. Prym wiodą mazurki kajmakowe z bakaliami, ale w tym roku postanowiłam wypróbować mazurka z kremem cytrynowym. Dlaczego? Bo lubię przełamywać słodycz kwaśnym smakiem. To idealne połączenie, które ubóstwiam.

Częstujcie się zatem i podzielcie się swoimi pomysłami na mazurka w komentarzach. Chętnie się zainspiruję 😉

Kruchy spód do mazurka:

  • 200 g maki pszennej
  • 100 g masła
  • 4 łyżki wody
  • 1 czubata łyżka cukru (może być zwykły wymieszany z waniliowym)

Wszystko zagnieść razem, po czym schłodzić przez 30 minut w lodówce. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni C piekarniku. Ciasto wyłożyć na blaszkę i piec przez 12-15 minut, w zależności od grubości ciasta. Powinno być lekko rumiane.

Masa cytrynowa:

  • sok z 2 dużych cytryn (plus skórka otarta z cytryn)
  • 3 jajka rozmiar M
  • 100 g cukru pudru
  • 80 g masła

Do garnuszka nalewamy wodę i doprowadzamy do wrzenia. Powstanie kąpiel wodna. Na garnuszek wstawiamy miseczkę, która wytrzyma wysoką temperaturę. Do miski wrzucamy masło, jaja, sok i skórkę z cytryn oraz cukier puder. Podgrzewamy, aż masa zacznie gęstnieć. Woda w garnuszku powinna być gorąca, ale nie wrzeć. Gotujemy około 15-20 minut. Gotową masę studzimy, po czym wylewamy na upieczony, zimny spód mazurka. Dekorujemy, jak lubimy. U mnie: skórka z cytryny, owoce granatu, rozmaryn, mięta.

Kruche mini tarty z kremem z owoców leśnych i świeżymi owocami

Uwielbiam kruche ciasto. Można przygotować je w wersji na słodko i na słono. Na słodko najczęściej służy jako spód do szarlotki czy moich ulubionych tart. Na słono można przygotować je ze szpinakiem, z warzywami, z sosem pomidorowym czy ze świeżymi ziołami i serami. „Kętrzyński” stworzył rewelacyjną mieszankę do wypieku kruchego ciasta na słodko, która w bardzo prosty sposób ułatwi Wam pracę. Wystarczy dodać żółtka, masło i śmietanę. Zagnieść i upiec! A później dowolnie dekorować 🙂 Ja dziś przygotowałam dla Was mini tarty, bo uwielbiam małe słodkości! Prawda, że wyglądają zjawiskowo? 😉

Kruche mini tarty z kremem z owoców leśnych i świeżymi owocami

Ciasto:

1 opakowanie ciasta kruchego Kętrzyński (więcej informacji tutaj: https://ketrzynski.pl/kruche-ciasto/

  • 2 żółtka
  • 150 g masła
  • 1 łyżka kwaśnej śmietany

Krem:

  • 200 ml śmietanki 30 %
  • 250 g serca mascarpone
  • 200 g mrożonych owoców leśnych
  • 2 łyżki cukru pudru

Dodatkowo: świeże maliny, borówki, owoc granatu, świeża mięta, mąka kukurydziana do wysypania foremek

Przygotowanie – ciasto:

  1. Do gotowej mieszanki dodać 2 żółtka, 150 g masła, łyżkę gęstej śmietany. Całość dokładnie zagnieść, podzielić na dwie części i włożyć na 30 minut do zamrażalnika.
  2. Mini foremki do tarty wysmarować masłem i obsypać mąką kukurydzianą.
  3. Schłodzonym ciastem wylepić foremki.
  4. Piec w nagrzanym do 180 stopni C piekarniku przez 25-30 minut (na rumiano). Z podanych proporcji otrzymamy 10 spodów o średnicy około 10 cm.
  5. Na wystudzone tartaletki wyłożyć krem.

               Przygotowanie – krem:

  1. 200 g mrożonych owoców leśnych wrzucić na gorącą patelnię, aż puszczą sok. Ostudzić, przetrzeć przez sito. Pestki odrzucić, a sok przelać do wysokiego naczynia.
  2. Mikserem ubić na sztywno mocno schłodzoną śmietanę 30 %. Dodać dwie łyżki cukru pudru. Następnie dodawać po jednej łyżce serek mascarpone. Na koniec dolać sok z owoców leśnych. Dokładnie wymieszać całość. Przygotowany krem przełożyć do rękawa cukierniczego i schłodzić mocno w lodówce.

Przed podaniem krem wycisnąć z rękawa cukierniczego na tartaletki, udekorować świeżymi malinami, borówkami, pestkami granatu i świeżą miętą.

Cukier z płatkami fiołków

W tym roku fiołki zakwitły już na początku kwietnia. Pięknie zrobiło się na leśnych polanach, łąkach pod lasem i w przydrożnych rowach. Uwielbiam ten moment, kiedy przyroda budzi się do życia. Wiosenna aura wokół doskonale wpływa na moje poczucie humoru, siły witalne i chęć do czegokolwiek.

Kiedy tylko mogę uciekam do mojej rodzinnej wsi, Orłowo, położnej niedaleko Nidzicy i zaledwie 60 km od Olsztyna. Wychowałam się tu i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości osiądę tutaj na stałe. Malownicza wieś, w której znajduje się rezerwat Żółwia Błotnego i jezioro Orłowo Duże. Nieopodal znajduje się rezerwat Źródeł rzeki Łyny. Przyroda na tych terenach objęta jest programem Natura 2000. Cisza, spokój, mnóstwo zieleni, piękne okazy dzikiej przyrody i leśne zwierzęta.

Wczoraj, spacerując po parku i lesie odnalazłam piękną polanę fioletowo-niebieskich fiołków. Oczywiście, mogłabym zrobić z nich różne desery: galaretki, ciasteczka, udekorować jakąś bezę, ale tym razem postanowiłam delektować się wolnym czasem i zebrałam jedynie niewielką ilość kwiatków do kieszeni, po czym w ogródku ukręciłam na szybko cukier z fiołkami. Aromatyczny, przepiękny! Na pewno wykorzystam go do wypieków, bądź chociażby do dekoracji.

Jak go przygotować?

Wystarczy słoiczek o pojemności około 300ml, szklanka cukru i minimum pół szklanki płatków z fiołków. Cukier z płatkami fiołków łączymy w słoiczku, dokładnie mieszając, zamykamy szczelnie i mamy ten wspaniały cukier!

Wiosna przynosi mnóstwo jadalnych kwiatów i ziół. Zapewne przygotuję coś jeszcze pysznego, kiedy tylko powrócę w rodzinne strony. Może przygotuję tez oddzielny wpis o mojej malowniczej miejscowości. A teraz zapraszam Was do oglądania mojej fiołkowej przygody…. 😉

Polana fiołków!
Cóż za kolor!
Obrywamy płatki z fiołków
Płatki fiołków w słoiku
Jest i moja mała pomocnica 🙂
I gotowe!
Prawda, że proste? Ależ widok!

Lukrowane mini babki mocno cytrynowe z kurkumą

Wkrótce Wielkanoc!

W moim domu na środku wielkanocnego stołu zawsze stoi babka. Pięknie udekorowana, niemalże mistrzyni ceremonii. Nigdy nie żałuję lukru i bakalii. Ale w tym roku pomyślałam, że warto przełamać schematy i upiec mini babki! Dzięki temu uniknę krojenia, każdy poczuje się wyjątkowo, bo będzie miał swoją jedną, malutką, unikatową babeczkę. Z reguły jest tak, że małe rzeczy bardziej nas cieszą, prawda? Moje babeczki nie tylko wyglądają pięknie, ale i są bardzo smaczne!

Wielkim ułatwieniem w wypiekach jest propozycja od firmy „Kętrzyński” – wystarczy specjalną mieszankę składników na babkę o smaku cytrynowym wymieszać z olejem, wodą i jajem. Ja dodatkowo wzbogaciłam swoją propozycję dodając kurkumę i sok z cytryny. Kurkuma pięknie pokolorowała moje babeczki w środku na żółto, a dodatek soku z cytryny wzmocnił ich cytrynowy smak i nadał lekkości. A do tego piękny różowy, malinowy lukier! To co, gotowi do wypieków? Zapraszam, częstujcie się! 😉

Lukrowane mini babki mocno cytrynowe z kurkumą

Ciasto:

1 opakowanie babki o smaku cytrynowym Kętrzyński (więcej informacji znajdziecie tutaj: https://ketrzynski.pl/babka-cytrynowa)

2 całe jaja

½ szklanki wody

7 łyżek stołowych oleju rzepakowego

1 płaska łyżeczka kurkumy

Sok z połowy cytryny

Różowy lukier:

1 szklanka cukru pudru

2-3 łyżki gęstego syropu malinowego

1 szklanka wody

Dodatkowo: perełki cukrowe i świeży rozmaryn do dekoracji

Przygotowanie – ciasto:

Zawartość opakowania wsypać do miski, dodać jaja, wodę, sok z cytryny, kurkumę i olej. Całość miksować na najwyższych obrotach miksera do uzyskania gładkiej, jednolitej masy.

Masę przełożyć do malutkich foremek imitujących dużą babkę.

Piec w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez 30 minut na rumiano. Z podanych proporcji wyjdzie około 20 sztuk miniaturowych babeczek.

Przygotowanie – lukier:

Przesiany przez sito cukier puder wsypać do miski. Dodać syrop malinowy i rozetrzeć go dokładnie z cukrem. Dodać wodę i za pomocą łyżki dokładnie ucierać, aż do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji. Gotowym lukrem udekorować babeczki i posypać białymi perełkami. Poukładać gałązki rozmarynu.

Blok czekoladowy z herbatnikami

Blok czekoladowy to ulubione ciacho mojego męża. Ten ze zdjęcia to również jego dzieło! Specjalnie dla Was podzielił się ze mną swoim przepisem. Ależ słodko i krucho, uwielbiamy, prawda? 😉

Blok czekoladowy z herbatnikami

  • 220 g masła o zawartości tłuszczu 82 %
  • 500 g mleka w proszku
  • 120 ml wody
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • 6-8 łyżek kakao
  • 500 g herbatników

Przygotowanie:

  1. Do małego garnka włożyć masło i wlać wodę. Gotować na małym ogniu do momentu rozpuszczenia.
  2. Kiedy masa będzie jednolita, dodać cukier, zmniejszyć ogień i mieszać, aż cukier całkowicie się rozpuści.
  3. Delikatnie przez sitko przesiać kakao do masy i wszystko wymieszać. Przelać do dużej miski i odstawić do wystudzenia.
  4. Herbatniki pokruszyć według ulubionej długości – jedni wolą drobno, inni większe kawałki 🙂
  5. Do herbatników dodać mleko w proszku i masę kakaową. Dokładnie wymieszać.
  6. Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć masę, dokładnie dociskając.
  7. Gotowy blok czekoladowy przełożyć do lodówki, najlepiej na całą noc, ale któż by tyle wytrzymał, dobre będą i 3 godziny! 🙂

SMACZNEGO! 🙂

Sernik z ciasteczkami oreo

Kocham serniki. Piec, jeść, oglądać!

To jedno z moich ulubionych ciast. Mama nauczyła mnie piec sernik, kiedy byłam jeszcze nastolatką. Od tej pory wiele serników testowałam, aż w końcu udało mi się stworzyć przepis, który nigdy mnie nie zawodzi. Wystarczy tylko zmieniać dodatki, a przepis na podstawowe ciasto powielać. Jest tak prosty, że z pewnością łatwo wejdzie Wam do głowy! Kluczem do sukcesu jest twaróg – ja używam takiego w kostkach, mielonego jednokrotnie albo dwukrotnie. Jestem tradycjonalistką i twaróg to musi być dla mnie twaróg! Najlepiej tłusty, albo półtłusty, wówczas ciasto jest idealne. Dodatek ciasteczek oreo nie tylko doskonale ubarwia tutaj sernik, ale i wspaniale smakuje. Czy istnieje coś lepszego, niż ciepły kawałek sernika prosto z piekarnika… ? Smacznego, częstujcie się! 🙂

Sernik z ciasteczkami oreo

  • 300 g ciasteczek oreo
  • 1 kg twarogu mielonego (nie z wiaderka, ja używam kostek po 250 g)
  • 5 jaj rozmiar M
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 laska wanilii
  • 200 ml śmietany 30 %

Przygotowanie:

  1. Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni C (góra-dół).
  2. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Dno tortownicy wykładamy rozkruszonymi ciasteczkami. Do rozkruszenia należy użyć 200 g ciasteczek oreo.
  3. Do dużej miski wrzucamy żółtka i dodajemy cukier. Ubijamy na gładką masę.
  4. Partiami dodajemy zmielony twaróg.
  5. Kiedy powstanie jednolita masa dodajemy śmietanę i mąkę oraz ziarenka wyjęte z laski wanilii. Chwilę razem miksujemy, aż wszystko ładnie się połączy. Dodajemy jeszcze 50 g pokruszonych lekko ciasteczek i delikatnie mieszamy, żeby ciasteczka znalazły się w różnych miejscach masy.
  6. W osobnej misce ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywno.
  7. Do masy z twarogiem dodajemy ubite białka, delikatnie tylko mieszając (najlepiej drewnianą łyżką), by piana nie straciła na puszystości.
  8. Przelewamy masę do foremki i 50 g pozostałych ciasteczek wbijamy lekko na wierzch ciasta.
  9. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni C (góra dół) i pieczemy przez godzinę. Po godzinie przełączamy na termoobieg i zwiększamy temperaturę do 180 stopni C. Pieczemy jeszcze około 20-25 minut (ciasto musi się lekko zrumienić). WAŻNE! Pamiętajcie, że każdy piekarnik piecze inaczej, więc zawsze obserwujcie swoje wypieki podczas pieczenia. Możecie też włożyć patyczek pod koniec pieczenia – jeśli jest suchy – znaczy gotowe! 🙂
  10. Upieczone ciasto trzymamy w piekarniku, przy lekko uchylonych drzwiczkach, aż do ostudzenia.
  11. Ostudzone ciasto wstawiamy na noc do lodówki.
  12. Podajemy na drugi dzień. Możemy jeszcze pokruszyć na wierzch ciasteczka albo polać ulubionym sosem. Ja już nic więcej nie dodaje, bo ciasto jest baaardzo słodkie 🙂