Pewnie zgodzicie się, że proste rozwiązana są najlepsze. Ja podążam tą drogą od dawna. Dzisiejsze danie powstało na bazie składników, które były pod ręką. Ryż, cebula, czosnek, masło, mrożony bób, twaróg wędzony od lokalnego producenta, świeża pietruszka i koper. To główna baza, która odpowiednio doprawiona dała szybkie i proste danie, idealne na obiad.
Na patelni rozpuścić łyżkę masła, wrzucić pokrojoną w kosteczkę cebulkę. Dodać ryż, podsmażyć razem, aż ziarenka się lekko zamkną. Zalać bulionem, żeby ryż był cały przykryty bulionem. Gotować, aż ryż wchłonie wodę. Dodać wino, poczekać aż odparuje. Zalać ponownie bulionem, aż do ponownego wchłonięcia. Gotować na wolnym ogniu.
Po około 8 minutach dodać bób. Doprawić octem ryżowym i sosem worcester. Dodać posiekany ząbek czosnku, zalać bulionem, żeby przykrywał ryż. Wymieszać.
Jak ryż zacznie się kleić (po około 15 minutach) i bulion odparuje, dodać masło. Doprawić solą i pieprzem. Dodać pokrojony w kosteczkę twaróg wędzony. Wymieszać wszystko razem.
Podawać ze świeżo siekaną natką pietruszki i koperkiem.
Zawsze mam w domu zapas różnych kasz i warzyw. W ten weekend akurat w zapasie były buraki, a jako, że już od dłuższego czasu przymierzałam się do kotlecików z kaszy jaglanej i buraków oto i nastał czas, by podjąć wyzwanie i zadziałać. Z prostych składników, które na pewno każdy z Was ma w domu, powstały niezwykle aromatyczne i pożywne kotlety z warzyw. Częstujcie się, na zdrowie! 🙂
Szybkie i zdrowe kotleciki buraczano-jaglane
Składniki:
2 duże upieczone buraki (do pieczenia buraków potrzeba trochę oleju i suszonego rozmarynu oraz folia aluminiowa)
1 szklanka kaszy jaglanej
2 szklanki wody
3 czubate łyżki mąki kukurydzianej
2 płaskie łyżki ziaren siemienia lnianego
1/2 mielonej słodkiej papryki
1/2 mielonej słodkiej papryki wędzonej
1/2 łyżeczki kminu rzymskiego mielonego
szczypta cynamonu mielonego
1/3 łyżeczki mielonego curry
2 łyżki siekanej natki pietruszki (u nas zabrakło, ale jeśli macie dodajcie koniecznie!)
1 duży ząbek czosnku drobno posiekany
2 łyżki oleju rzepakowego
sól, pieprz do smaku
Przygotowanie:
Buraki obrać, natrzeć oliwą, posypać odrobiną rozmarynu suszonego. Zawinąć każdy osobno w folię aluminiową. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C do miękkości. Duży burak piecze się około 2 godzin, mniejsze do godziny powinny już być ok.
Kaszę jaglaną opłukać na sicie, żeby pozbyć się goryczki. Zagotować dwie szklanki wody, lekko posolonej. Wrzucić szklankę opłukanej na sicie kaszy jaglanej. Gotować 10 minut na małym ogniu pod przykryciem. Kasza powinna wchłonąć całą wodę i lekko się kleić.
Buraki i kaszę lekko ostudzić.
Buraki zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Przesmażyć do miękkości.
W dużej misce połączyć przesmażone buraczki i ugotowaną kaszę jaglaną, przyprawy i mąkę kukurydzianą. Wymieszać. Dodać olej, wymieszać dokładnie i formować w rękach kotleciki. Ułożyć na papierze do pieczenia, zachowując odstępy.
Piec w temperaturze równej 190 stopni C przez około 30-35 minut.
Podawać z ulubionym sosem. U mnie jogurt naturalny wymieszany z chrzanem wasbi. Idealne z kapustą kiszoną i jako kotlet do vege burgera.
Od czasu „przymusowej kwarantanny” mam w domu małego pomocnika w kuchennych podbojach. Nie tylko razem gotujemy, ale też stylizujemy potrawy do zdjęć. Ostatnio Kalinka dużo angażuje się w moje działania.
Mam to szczęście, że tuż po przebudzeniu moja córka od razu woła: „Mamo, jeść!” 🙂 Wśród śniadań prym wiodą: jajecznica, kanapka z domowym masłem orzechowym i rzecz jasna wszelkiego rodzaju racuszki i placuszki.
Zapraszamy na nasz ekspresowy przepis na racuszki z jabłuszkiem 🙂
Racuszki z jabłkami – idealne na śniadanko!
300 g mąki pszennej
1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
3 łyżki stołowe cukru trzcinowego
340-350 ml mleka ( u nas ryżowe)
2 jaja rozmiar L
50 ml oleju rzepakowego
2 średniej wielkości jabłuszka starte na tarce o grubych oczkach
Przygotowanie:
Cukier utrzeć z jajami. Dodać szczyptę soli.
Mąkę przesiać do dużej miski razem z sodą oczyszczoną. Dodać do masy jajecznej.
Małym strumieniem dolewać olej rzepakowy i mleko. Ubić do uzyskania jednolitej, gładkiej masy.
Na tarce o dużych oczkach zetrzeć obrane jabłuszka. Dodać do masy i delikatnie wymieszać łyżką.
Smażyć na suchej patelni, bądź na bardzo małej ilości tłuszczu na rumiano z obu stron.
Podać z ulubionymi dodatkami – u nas z cukrem pudrem i miodem. Super smakują z jogurtem greckim i świeżymi owocami jagodowymi.
Jutro pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Wyobrażałam sobie ten dzień nieco inaczej. Z całą rodziną, na wsi u rodziców, na spacerze w lesie. Spędzimy jednak ten dzień we trójkę, ale z pewnością zapamiętamy go na zawsze.
W czasie przymusowej kwarantanny jemy zdrowo. Wykorzystujemy zapas makaronu, który sprawiliśmy sobie na najbliższe dni. Siedzimy w domu i staramy się, by gotowanie było proste, szybkie i smaczne.
Dziś dzielę się z Wami przpeisem na ekspresowy makaron z powszechnie znanym sosem arrabbiata – w moim wydaniu. I choć nie mieliśmy świeżej papryczki chili, mieliśmy tę w proszku.
Uwielbiam tę wersję makaronu, klejącego się w pomidorowym sosie i obficie posypanego parmezanem. Założę się, że i mięsożercy się na niego skuszą 🙂
Spaghetti all’arrabbiata
300 ml passaty pomidorowej
100 g krojonych pomidorów z puszki
30 ml oliwy z oliwek
2 duże ząbki czosnku
1/2 łyżeczki sproszkowanej papryczki chili
1/2 łyżeczki sproszkowanej słodkiej papryki
2 płaskie łyżki cukru
1/2 łyżeczki suszonego oregano
3 fileciki anchois (opcjonalnie)
sól, pieprz do smaku
250 g makaronu spaghetti (u nas makaron pomidorowy – kupiony w Biedronce)
tarty drobno parmezan – do woli, najlepiej dużo! 🙂
Przygotowanie:
Do małego rondelka nalać oliwę z oliwek, zeszklić na niej drobno krojony czosnek i anchois. Dodać sproszkowane papryki, a następnie krojone pomidory. Chwilę przesmażyć. Dodać pasatę pomidorową i doprawić oregano. Na koniec dodać cukier, sól i pieprz. Gotować, aż sos ładnie się zagęści, mieszać, żeby się nie przypalił.
Podawać z ugotowanym al dente makaronem spaghetti i dużą ilością tartego drobno parmezanu.
To już siódmy dzień naszego pobytu w domu. Bawimy się, sprzątamy i oczywiście gotujemy. Staramy się odpowiednio gospodarować czas na przymusowej kwarantannie, która przecież wiecznie trwać nie będzie. Tęsknię trochę za codzienną rutyną, ale doceniam czas, który dostałam od losu i spędzam go maksymalnie z moją rodziną, analizując swoje bieżące i zaległe sprawy. Jednocześnie bardzo mocno angażuję moją trzylatkę w moje pasje i czynności dnia codziennego.
Moja córka bardzo lubi myć lustra, wyjmować naczynia ze zmywarki i układać ubrania (oraz ponownie je rozwalać – i tak w kółko 😉 . Ostatnio razem też dużo gotujemy i fotografujemy. Nie mamy miliona dodatków do aranżacji, ale działamy na tym, co mamy.
Nawet w czasie przymusowej kwarantanny dbamy o naszą dietę (choć tata notorycznie nas rozpieszcza łakociami – wybaczamy tacie małe poobiednie słodkości, które umilają nam czas ;). To mój trzeci miesiąc bez mięsa. Zawsze staram się mieć w domu zapas świeżych i mrożonych warzyw i owoców, kasze, sery, jaja i rośliny strączkowe. Gotujemy i jemy!
Ostatnio wiele osób poprosiło mnie o przepisy na proste potrawy i jak się okazało mam je w głowie, ale nie na blogu. Dlatego też moja misja na najbliższe miesiące to: proste przepisy z łatwo dostępnych składników.
Startuję od sałatki, która gości u nas kilka razy w miesiącu – wszystko za sprawą dresingu, który jest wisienką „na sałatce”. Dbajcie o siebie. Dużo zdrowia i spokoju 🙂
Sałatka z serem feta, świeżymi owocami i dresingiem musztarowo-miodowo-imbirowym
Sałatka:
1 duże opakowanie miksu sałat z rukolą
1/2 długiego zielonego ogórka
12 pomidorków cherry
4 rzodkiewki
kilka plasterków pomidora, które zostały mi ze śniadania
1 kostka sera feta
10-15 czarnych oliwek
garść prażonych ziaren słonecznika
Dresing:
sok z dużej cytryny (lub z dwóch małych)
2 czubate łyżeczki musztardy francuskiej
2 czubate łyżeczki musztardy Dijon
50 ml oleju rzepakowego
3 łyżki miodu
5 łyżek przegotowanej letniej wody
1 cm korzeń imbiru posiekanego w kosteczkę
2 ząbki czosnku posiekane w kosteczkę
Przygotowanie:
Sałatę dokładnie opłukać pod bieżącą wodą na sicie. Osuszyć. Wszystkie warzywa dokładnie umyć i osuszyć. Ogórka obrać ze skóry i pokroić w plasterki, rzodkiewkę również kroimy w plasterki. Oliwki i pomidorki cherry kroimy na pół. Ser feta kroimy w kosteczkę. Słonecznik prażymy na suchej patelni na rumiano – posypujemy na wierzchu.
Dresing:
Wszystkie składniki na dresing wrzucić do wysokiego kielicha od blendera. Zblendować. Polać przed podaniem. Smacznego 🙂
Kiedy ktoś mi mówi, że #vege jest nudne – serwuję mu kalafiora z czosnkową tahiną. Kalafiora piekę na chrupiąco, z kurkumą. Ma taki cudny kolor po upieczeniu! W tym czasie przygotowuję dresing na bazie tahiny. Wszystko znika w mig. To chyba dobrze, prawda? 🙂 Częstujcie się!
Pieczony kalafior z kurkumą i czosnkową tahiną
Receptura na dwie porcje:
1 kalafior średniej wielkości
dwie łyżki oleju rzepakowego
1 płaska łyżeczka kurkumy
Czosnkowa tahina
1/3 szklanki pasty tahini
sok z 1/2 cytryny
1/3 szklanki letniej, przegotowanej wody
2 łyżki płynnego miodu
1 ząbek czosnku
sól, pieprz do smaku
Przygotowanie:
Piekarnik nagrzać do 200 stopni C (termoobieg).
Kalafiora umyć, odkroić liście.
Wysmarować olejem i kurkumą (wetrzeć dłońmi dookoła całego kalafiora).
Zawinąć w folię aluminiową i piec przez godzinę (max. do 1 godz 20 minut). Kalafior powinien być lekko chrupiący.
Po upieczeniu przekroić kalafiora na pół. Jedna połówka dla Ciebie, druga dla Twojego wspólnika posiłku 😉
Do podania czosnkowa tahina
Do miseczki wycisnąć sok z cytryny.
Dodać tahine, posiekany ząbek czosnku i miód. Wymieszać dokładnie na gładko. Powoli dolewać wodę. Konsystencja powinna być półpłynna, ale wiadomo, jedni wolą bardziej gęsty sos do maczania, inni rzadszy do polania 😉 Dodatek wody ułatwi Wam wybór.
Na koniec doprawić pieprzem i solą do smaku.
Podawać z tartym parmezanem i pestkami granata. I gotowe! 🙂
Dajcie znać, czy smakowało Wam i waszym bliskim. Pozdrawiam – N.
To już miesiąc bez mięsa. Szukam zdrowych zamienników białka w swojej diecie. Rośliny strączkowe dostarczają mi je w idealny sposób. Ostatnio zajadamy się przysmakami z cieciorki. Była cieciorka w sosie curry, kotleciki z cieciorki, pasztet z warzyw z cieciorką (zrobił mój mąż, który na maksa pokochał jedzenie warzyw!), a teraz pora na hummus, który sprawdza się na doskonale na wielkiego głoda 🙂
Raz w tygodniu robię większy zapas, dorzucając różne dodatki. Dziś klasycznie, choć na wierzchu nasiona czarnuszki, papryka słodka wędzona i świeża kolendra. To składniki, które uwielbiam i dodaję niemalże do każdego dania 😉 Częstujcie się na zdrowie!
Hummus – moja maxi wersja
Składniki:
500 g ugotowanej na miękko ciecierzycy
1/2 szklanki wody z gotowania cieciorki (dolewać stopniowo)
8-10 łyżek stołowych pasty tahini
3 płaskie łyżeczki kminu rzymskiego mielonego
1/2 łyżeczki mielonej słodkiej papryki lub ostrej (ja wolę łagodniejszą wersję)
3 ząbki czosnku (przeciśnięte przez praskę)
8-10 łyżek oliwy z oliwek
sok z 1/2 cytryny
sok z 1 limonki
sól, pieprz do smaku
Do podania: oliwa z oliwek, nasiona czarnuszki, słodka papryka wędzona, świeża kolendra (uwielbiam!)
Przygotowanie:
Cieciorkę zalać wodą, moczyć przez całą noc. Drugiego dnia wymienić wodę i gotować cieciorkę na wolnym ogniu do miękkości. Odcedzić, zostawiając wodę z gotowania cieciorki. Ostudzić.
Do dużego blendera kielichowego wrzucić cieciorkę, 1/2 szklanki wody z gotowania cieciorki, sok z cytryny i limonki. Zmiksować. Dodać pastę tahini (dodawać stopniowo dopasowując smak do siebie – ja lubię jak mocno czuć pastę sezamową, dlatego daję więcej łyżek), kmin rzymski, świeżo mielony pieprz i sól oraz oliwę z oliwek. Zmiksować.
Ja nie lubię, aż tak gładkiej konsystencji, lubię, gdy są grudki i moi domownicy również, dlatego też miksuję trochę grubiej.
Gotowy hummus przekładam do szklanych słoików (2x700ml) i mam pastę na kanapki, dodatek do kotlecików warzywnych czy gotowanych warzyw na cały tydzień!
Mieszkam na Warmii już ładnych parę lat, ale dopiero, kiedy zobaczyłam wydarzenie organizowane przez Kawiarnię „Moja” dowiedziałam się, jak blisko Olsztyna wytwarzane jest wino, które zachwyciło mnie swym smakiem.
W małej miejscowości Skajboty w gminie Barczewo położone jest siedlisko w starej niecce jeziora Bogdańskiego tuż przy linii brzegowej jeziora. To właśnie tutaj mieści się Warmińska Winnica, w której ze szlachetnych szczepów winorośli powstaje miejscowe wino. Winorośle uprawiane są na miejscu, a produkowane z nich wino pod marką Herkus Monte (czerwone i białe, wytrawne, półsłodkie) zachwyca swym wyjątkowym, delikatnym smakiem. Owo wino nazwę otrzymało na cześć wojowniczego wodza pruskiego plemienia Natangów. Główne odmiany winogron, z których wytwarzane jest wino to: Rondo, Aurora, Bianca, Jutrzenka, Muskat. Ponadto, wino nie jest siarkowane, co zdecydowanie jest jego ogromnym atutem.
Dodatkowo w Winnicy można zorganizować imprezy okolicznościowe, na których serwowane jest miejscowe wino oraz nalewki. Więcej szczegółowych informacji o Winnicy znajdziecie na stronie internetowej: http://warminskawinnica.pl/
A teraz wróćmy do naszego wydarzenia…
O wydarzeniu dowiedziałam się z Facebooka Kawiarni „Moja” Stare Miasto. Kupiłam bilet i pomyślałam, że to idealny czas, żeby odświeżyć nieco swoją wiedzę z enologii. Sprzyjały ku temu okoliczności – piątkowy wieczór, moje koleżanki blogerki – Asia i Maja 🙂 i oczywiście wino! 🙂
Degustację przeprowadził Paweł Dąbkowski , który swoją historię z winem rozpoczął pracując w hotelu Gołębiewski w Mikołajkach. Pełnił również funkcję Kelnera i Barmana w hotelu Marina w Sile, restauracji Casablanca w Olsztynie oraz jako obsługa sommelierska bankietów. Opowiadanie o winie stało się pasją Pawła, którą może idealnie realizować przy wytwarzaniu wina Herkus Monte pochodzącego z Warmińskiej Winnicy, z którą jest związany. Paweł jest również członkiem nieformalnej grupy Custom Service, znanej doskonale większości mieszkańców Olsztyna 🙂
Podczas degustacji na wszystkich gości czekały przekąski w postaci deski serów, wędlin, czekolad od Pana Marka Szabelskiego (nasze, regionalne! :), bardzo podoba mi się design opakowań ) oraz wytrawnych drożdżowych mini cebularzy z nadzieniem z czerwonej cebuli, upieczonych świeżutko przez Pana Tomasza z Kawiarni „Moja” … Pyszne były! Pulchne i drożdżowe, zdjęcia zabrakło, bo zniknęły zdecydowanie za szybko. I jeszcze ten zapach… 😊
Zachęcam Was do obserwowania profilu Kawiarni „Moja” Stare Miasto na Facebooku. Tutaj łapcie link: Kawiarnia Moja
Bardzo kibicuję temu miejscu! Kawiarnia „Moja” posiada wspaniałą salę warsztatową, idealnie wyposażoną, w której odbywają się różne, ciekawe wydarzenia, o których możecie dowiedzieć się z Facebookowego profilu Kawiarni. „Moja” położona jest w samym sercu olsztyńskiej starówki, posiada przepiękne, przyjemne wnętrze i serwuje idealne desery! To druga kawiarnia Państwa Alicji i Tomasza Derdoniów (pierwsza od lat znajduje się na ulicy Dąbrowszczaków). Ale o samej kawiarni i pysznych deserach napiszę Wam wkrótce w osobnym wpisie. Zwłaszcza o autorskich marcepanach królewieckich!
Nad idealnym brownie praca trwała bardzo długo. Testowałam różne przepisy, aż w końcu ułożyłam swój idealny, podobno – tak mawiają moi najbliżsi 🙂 Wierzę im na słowo i dzielę się dzisiaj z Wami moim przepisem.
Niech moc czekoladowa będzie z Wami! 🙂
SajkoBrownie – mocno czekoladowe!
Składniki:
200 g gorzkiej czekolady 64 %
100 g czekolady mlecznej
200 g masła
100 g mąki pszennej
3 jaja rozmiar L
240 g cukru drobnego do wypieków
Dodatkowo: masło do wysmarowania blaszki, prawdziwe kakao do posypania blaszki
Piekarnik rozgrzewamy do 160 stopni C (termoobieg).
W małym garnuszku rozpuszczamy masło i czekoladę. Mieszamy, żeby się nie przypaliło. Zdejmujemy z kuchenki, studzimy.
Jaja ucieramy z cukrem na kogiel-mogiel. Dodajemy ostudzoną masę z masła i czekolady.
Na koniec dodajemy przesianą mąkę i tylko łączymy rózgą, żeby nie było grudek.
Blaszkę smarujemy masłem i obsypujemy obficie kakao. Ten trik sprzedał mi kiedyś na studiach pewien cukiernik – rewelacja, bo ciasto jest jeszcze bardziej czekoladowe!
Przelewamy masę do blaszki. Pamiętajmy, by blaszka była mała (najlepiej kwadratowa, specjalna do brownie).
Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 35 minut na środkowej przegrodzie piekarnika. Jeśli użyjecie małej tortownicy np. o średnicy 16-18cm automatycznie musicie wydłużyć czas pieczenia, bo ciasto stanie się wyższe (ja wtedy wydłużam czas pieczenia o 12-15 minut).
Po upieczeniu uchylamy piekarnik i trzymamy jeszcze około 10 minut przy otwartych drzwiczkach.
Gotowe! Możemy podać na samo, z kawałkami czekolady, świeżymi owocami, bądź moim ukochanym solonym karmelem – tutaj przepis (klik)
Bożonarodzeniowy wianuszek bezowy z kremem pomarańczowo-cynamonowym
Do kolejnych świąt Bożego Narodzenia zostało już tylko 14 dni. Czas pomyśleć o świątecznych potrawach, a zwłaszcza o świątecznych wypiekach, na które czekamy cały rok!
W moim rodzinnym domu, oprócz tradycyjnego sernika czy makowca, must have każdych świąt to beza. A żeby wpasować się w świąteczny klimat przygotowałam wianuszek bezowy z kremem pomarańczowo-cynamonowym z dodatkiem świeżych mandarynek i mrożonych malin.
Prawda, że prezentuje się nieziemsko? Uwierzcie mi, smakuje jeszcze lepiej! 🙂 Zachęcam Was do wypróbowania mojego przepisu w te święta!
Bożonarodzeniowy wianuszek bezowy
Beza:
5 białek z jaj rozmiar L
220 g drobnego białego cukru do wypieków
szczypta soli
1 mała łyżeczka octu jabłkowego 6% (ja używam Octim 🙂 )
1 płaska łyżeczka mąki ziemniaczanej
Krem śmietankowy pomarańczowo-cynamonowy:
250 ml śmietanki 30 %
250 g serka mascarpone
2 łyżki cukru (opcjonalnie, my lubimy na słodko! )
skórka otarta z jednej pomarańczy
1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
sok z 1/2 pomarańczy
Do wykończenia ciasta: 3 duże mandarynki lub klementynki, 2 garści mrożonych malin
Beza – przygotowanie:
Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni C.
Do dużej miski wrzucamy białka, dodajemy szczyptę soli i ubijamy pianę, aż będzie sztywna.
Zaczynamy dodawać cukier do białek – 1 łyżka – 2 minuty kręcenia miksera. Powtarzać czynność, aż skończy się cukier, a beza zrobi się szklista i błyszcząca. Na koniec dodajemy ocet jabłkowy 6% i mąkę ziemniaczaną. Delikatnie mieszamy do połączenia składników.
Na papierze do pieczenia uformować bezę w kształcie wianuszka. Możecie użyć rękawa cukierniczego, ja lubię nieregularne kształy, więc robię to łyżką.
Wkładamy wianuszek do piekarnika i pieczemy w 95 stopniach C przez 2,5 godziny na termoobiegu.
Po upieczeniu wianuszek zostawić w piekarniku, aż piekarnik całkiem ostygnie. Studzimy bezę przy lekko uchylonych drzwiczkach (ja wkładam drewnianą łyżkę, bądź ściereczkę złożona w drzwiczki). Wtedy beza będzie wysuszona z zewnątrz, a w środku miękka i puszysta.
Krem – przygotowanie:
Ubić mikserem na sztywno śmietankę.
Dodawać po łyżce serka mascarpone, dalej ubijać.
Posłodzić 2 łyżkami cukru drobnego, dalej chwilę ubijać.
Sparzyć pomarańczę, a następnie zetrzeć skórkę do gotowego kremu. Trzeba uważać, żeby nie zetrzeć białej części skórki, bo krem będzie gorzki. Dodać cynamon i świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy. Wymieszać delikatnie łyżką. Cynamon proponuję dozować ostrożnie – tu macie szansę sami zdecydować, czy wolicie, żeby było bardziej pomarańczowo, czy bardziej cynamonowo 😉
Na wianuszek ułożyć krem, następnie mandarynkę obraną ze skórki i z albedo, posypać malinami. Mile widziane inne, świąteczne dodatki np. ciasteczka korzenne, żurawina. Smacznego! 🙂
Bożonarodzeniowy wianuszek bezowy z kremem pomarańczowo-cynamonowym Bożonarodzeniowy wianuszek bezowy z kremem pomarańczowo-cynamonowym