ale bulwa! Ziemniak, jak z ogniska, porządnie nadziany!

Foodtruck ale bulwa! powstał w Olsztynie dla Was, po to, żeby dzielić się sentymentalnym smakiem pieczonych ziemniaków. Takim, jaki pamiętamy wszyscy z ciepłych, letnich wieczorów pod chmurką. Jesteśmy pierwszym Foodtruckiem na Warmii i Mazurach serwującym tego typu potrawy”

Taką informację możecie znaleźć na fanpage food trucka ale bulwa! Czy faktycznie tak jest postanowiłam sprawdzić w maju zaraz po otwarciu. Pamiętam, że już na początku urzekł mnie sam food truck, którego kolor idealnie odzwierciedla kolor mocno spieczonej w ogniu skórki z ziemniaka, zresztą spójrzcie sami:

W bulwie zdarzyło mi się jadać już wielokrotnie i zawsze zazdrościłam tym, którzy mają trucka pod nosem lub choćby w promieniu 2 km. Pierwszą bulwą, jaką zjadłam była ale OLIWKA! Ogromny, zapieczony w piecu ziemniak, a do tego farsz: mozarella, feta, oliwki, rukola, suszone pomidory, jogurt z miętą. No moje smaczki po prostu, to ciągle mój numer jeden! Pierwsze spojrzenie i pomyślałam: WOW, jak ja to zjem! Usiadłam jednak na schodkach przy ratuszu i… zjadłam do zera. Później trafiałam na bulwę na różnych zlotach i festynach, gdzie próbowałam bulwy z łososiem i z twarożkiem. Smaki ziemniaczków rzeczywiście bardzo przypominają smak ziemniaków z ogniska, a wszystko pokręca mocno spalona skórka, którą zostawiam sobie zawsze na sam koniec. Też tak robicie? No i sam urok jedzenia pod chmurką – bardzo mi to pasuje.

Tym razem na Facebookowym fanpage’u zobaczyłam, że bulwa serwuje nowość: ale CURRY! W dodatku opcja wege, więc postanowiłam sprawdzić, czy jesienna nowość zagra z moimi kubkami smakowymi. W skład farszu wchodzi: cukinia i ciecierzyca w żółtym, dyniowym sosie curry (łagodnym), do tego świeża papryczka chili (I’m lovin’it <3), sezam biały i miłość moja największa numer dwa, czyli świeża kolendra. Cena za sztukę 18 zł. Bardzo duży plus za sezonowość – szanuję! Oraz za połączenie smaków, które naprawdę fajnie zagrały, choć farszu dla mnie mogłoby być dwa razy tyle – wiadomo, taki już ze mnie mega warzywny łasuch 😀 Pycha!

ale CURRY (18 zł )

Bulwy zabierałam na wynos, więc dla mojego męża wybrałam ale CHILLI!(mozarella, mięso mielone wołowo-wieprzowe, pomidory, papryka, czerwona fasola, kukurydza, cebula, czosnek) w cenie 18 zł. To bulwa zdecydowanie dla miłośników ostrych rzeczy. Porządnie nadziana, dużo mięsa, dużo warzyw, a na wierzchu jeszcze ukochana kolendra. Fantastyczne połączenie ziemniaków i mięsnego farszu. Taką porcją można najeść się na dobrych kilka godzin! Mężczyźni, to coś dla Was 🙂

ale CHILI (18 zł)

W foodtrucku na co dzień króluje 5 bulw, których porcja zajmuje ok. 500 g razem z farszem. Poza stałymi pozycjami w bulwie pojawiają się co jakiś czas sezonowe nowości, które cieszą się zawsze wielkim uznaniem wszystkich bulwowych fanów. O ziemniaczanych nowościach zawsze można dowiedzieć się na profilu bulwy na Facebooku. Dodatkowo w menu świeżo wyciskane soki z owoców, warzyw, ziół. Smak soków możecie dowolnie skomponować sami – dla mnie super opcja! A jak ziemniaczek, to wiadomo, do popicia również kefir i zsiadłe mleko! Poniżej łapcie menu:

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

(źródło: https://www.facebook.com/alebulwa/)


ale bulwa! to pomysł trzech przyjaciół: Oli, Leszka i Pawła, którzy zawsze witają swoich gości uśmiechem już z daleka. Kiedy zapytałam ich, dlaczego zdecydowali się na food trucka z ziemniakami powiedzieli mi, że dawno temu na wakacjach w Polsce, jedli przepyszne ziemniaki, które smakowały, jak z ogniska. Zafascynowani zamarzyli sobie, że kiedyś otworzą miejsce, w którym będą serwowane miękkie, porządnie nadziane ziemniaki, z chrupiącą, opiekaną skórką, jak z ogniska. Doskonale im się to udało!

Właściciele, a jednocześnie kucharze i szefowie w swoim trucku nie byli wcześniej związani z gastronomią, ale miłość do gotowania i kulinarnych potyczek była silniejsza i dzisiaj są tutaj, w samym centrum Olsztyna. Ze swoim foodtruckiem, wspaniałą ekipą, genialnymi bulwami i doskonale przemyślanym konceptem gastronomicznym, za co wielki szacun! Energia, pasja, siła, chęć do pracy, a przede wszystkim smak – tym przyciągają do siebie coraz większe grono bulwożerców. Bulwo, rośnij w siłę! Bardzo kibicuję!

Leszek i Ola 🙂

ale bulwa! na co dzień karmi w Olsztynie przy Nowym Ratuszu (ul. 1 Maja 2). W weekendy bulwa jeździ po Polsce, by inni również mogli ją poznać i się w niej rozsmakować. Od niedawna ziemniaki można zamówić również z dostawą do domu na terenie Olsztyna – przyjeżdżają naprawdę bardzo ciepłe, a wierzcie mi mieszkam daleko od centrum. To dobra wiadomość dla ziemniakożerców (czytaj: dla mnie :), zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym.

Jeśli chcecie być na bieżąco zajrzyjcie na profil ale bulwa na Facebook’u: https://www.facebook.com/alebulwa/

Możecie obserwować ich także na Instagramie: https://www.instagram.com/alebulwa

Rozsmakowana w menu Restauracji Wileńskiej w Olsztynie, czyli smaczny powrót kolejnej edycji Restaurant Week Polska na Warmii i Mazurach

Wczoraj w całej Polsce ruszyła kolejna edycja festiwalu najlepszych restauracji Restaurant Week Polska, która potrwa aż do 31 października! W festiwalowej cenie 49 zł na stronie internetowej https://restaurantweek.pl/ możecie zamówić przystawkę, danie główne, deser wraz z prezent od sponsora.


To już mój trzeci udział w wielkim festiwalu jedzenia w restauracji. Dzisiaj razem z Beatą testowałyśmy menu przygotowane przez Szefową Kuchni restauracji w Hotel Wileński w Olsztynie. Odwiedziłam to miejsce w ubiegłym roku i powiem Wam, że byłam bardzo ciekawa, czym tym razem zaskoczy mnie załoga. Żeby spróbować wszystkiego wybrałyśmy z Beatą menu A i menu B, dzięki temu poznałyśmy smaki dań z obu przygotowanych menu 😁😋


MENU A

🔸Przystawka: Pielmieni, farsz z mięsa rosołu, palone masło, puder z bekonu

Przystawka bardzo mi smakowała. Ciasto do pielmieni było miękkie, elastyczne, z bardzo dobrze przyprawionym farszem. No i to palone masełko w połączeniu z pudrem z boczku – przepyszne, choć porcja naprawdę spora, jak na przystawkę.


🔸Danie główne: Roladki z wątróbki cielęcej, konfitura z jabłek z czerwonym pieprzem, fondant ziemniaczany z łupiną

Jestem ogromną fanką podrobów, sama wielokrotnie testowałam wątróbkę cielęcą. Roladka była bardzo delikatna, wątróbka po prostu rozpływała się w ustach, przypominała trochę pate i dobrze komponowała się z konfitura z czerwonej cebuli i sosem z jabłuszka. Jedyne zastrzeżenie mogłabym mieć do fondanta, gdyż był nieco za twardy, bardziej wolałabym, żeby rozpływał się w ustach tak samo, jak wątróbka. Porcja była dla mnie naprawdę duża, po przystawce i daniu głównym czułam się już bardzo najedzona. No, ale jako, że jestem przeogromnym łasuchem na deser miejsce zawsze znajdę 🙂


🔸Deser (taki sam w A i B): Torcik z palonych skórek bananów i czekolady, kruszona beza, lody z banana i pietruszki

Bardzo spodobał mi się pomysł, o którym opowiedziała mi po kolacji szefowa kuchni, że planując menu i deser miała w zamyśle ideę przyświecającą tegorocznej edycji #szanujjedzenie #kochajjedzenie o niemarnowaniu żywności. I zobaczcie, jak ciekawie to przemyślała: lody z banana, a ciasto z dodatkiem skórek – do tego kruszona beza, czekoladowy biszkopcik, świeże owoce i krem na bazie serka mascarpone. Było to prze, przesłodkie i po kolacji zdecydowałam się wrócić do domu jednak schodami, aniżeli pojechać windą (wiadomo, żeby mieć mniejsze wyrzuty sumienia 😁😂)


MENU B przypadło dla Beaty, więc ja tylko spróbowałam.

🔸Przystawka: Tatar z marynowanego buraka, mus z łodyżek pietruszki, lody z koziego sera, grzanki z czerstwego chleba

Genialny mus z łodyżek pietruszki (no i sam pomysł zagospodarowania łodyżek – szacun! 👍), do tego idealnie pokrojony w kosteczkę, delikatny burak przełamany bardzo intensywnymi lodami z koziego sera. Mega, bardzo mi to smakowało!

🔸Placuszki z łososia i cukinii, sos ze skorupek raków, sałatka z mango i granata z vinegretem z rokitnika

Zacznę od sałatki, bo bardzo smakowało mi przełamanie słodyczy mango kwasowością sosu na bazie rokitnika. Super połączenie, zainspirowało mnie do odtworzenia w domu. No, ale placuszki to była petarda! W życiu nie widziałam tyle łososia w placuszkach. Stosunek ryby do ilości cukinii był bardzo satysfakcjonujący, a same placki były chrupiące i doskonale uzupełniały się z sosem ze skorupek z raków. Dowiedziałam się od Szefowej kuchni, że placuszki po Restaurant Week’u znajdą się we wkładce jesienno-zimowej, także będzie jeszcze okazja spróbować (ja pójdę na pewno!).

Jeśli wybieracie się do Restauracji Wileńskiej na menu degustacyjny to pamiętajcie, żeby w brzuchu Wam burczało, gdy będziecie zasiadać do stołu 🙂 Brawo dla Szefowej Kuchni i jej załogi, bo przygotowali naprawdę smaczne menu! 👏


A już w niedzielę ruszam dalej. Będzie trochę bardziej orientalnie…

Do zobaczenia!

Risotto z borowikami, kaparami i zielonym pieprzem

Od kliku dni internet zalewa fala zdjęć z grzybobrania. Ogromne ilości szlachetnych grzybów pojawiły się w tym sezonie w naszych polskich lasach. Pozazdrościłam wszystkim i postanowiłam, że w ten weekend również wybiorę się do lasu.

Pojechałam do Orłowa, mojej rodzinnej miejscowości. Jak to dobrze, że w domu zawsze mam kompana do leśnych wypraw. Kompana, który zaszczepił we mnie miłość do lasu, fotografii, natury i wszystkiego, co naturalne, wiejskie i domowe. Tym kompanem jest nikt inny, jak mój tato 🙂

On zna wszystkie sekretne miejsca w lesie i w niespełna dwie godziny zebraliśmy całe wiadro grzybów!

Jak wiadomo sposobów na przygotowanie grzybów jest mnóstwo. Już przechadzając się leśnymi ścieżkami, po wilgotnym runie rozmyślałam, co przygotuję z grzybów. Może w ocet? A może zupa grzybowa? A może ususzę? Hm… o wiem! Tak dawno nie robiłam risotto, a szlachetne borowiki sprawdzą się idealnie! I tak oto jest – risotto z borowikami, kaparami i zielonym pieprzem! Częstujcie się na zdrowie!

Poniżej przepis, ale wcześniej łapcie kilka zdjęć z mojej wyprawy do lasu…

Risotto z borowikami, kaparami i zielonym pieprzem

  • pół szklanki ryżu do risotto (arborio)
  • ok. 500-600 ml bulionu jarzynowego lub przegotowanej wody
  • 1/3 szklanki białego półwytrawnego wina
  • 1/3 szklanki tartego parmezanu
  • 4 łyżki masła
  • mała cebulka (może być szalotka)
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżka stołowa kaparów z zlewy
  • 2 łyżeczki pieprzu zielonego z zalewy
  • sól, pieprz do smaku
  1. Na patelni rozgrzewamy masło. Wrzucamy posiekana drobno cebulkę i czosnek. Chwilę smażymy. Dodajemy ryż i smażymy, mieszając około 2 minuty. Dolewamy wino.
  2. Małymi partiami dolewamy bulion/wodę na tyle, żeby ryż był przykryty. Kiedy ryż wchłonie płyn, ponownie dolewamy bulion/wodę. Gotujemy ryż bez przykrycia. Czynność powtarzamy, aż ryż będzie miękki, klejący i ugotowany al dente (około 15 minut). Doprawiamy pieprzem, solą, masłem i parmezanem.
  3. Na osobnej patelni smażymy na maśle oczyszczone grzyby, przekrojone na cztery części wzdłuż. Dodajemy do gotowego ristotto, razem z kaparami i ziarenkami zielonego pieprzu.
  4. Podajemy z siekaną natką pietruszki, lampką białego wina i zajadamy! 🙂 Można jeszcze po wierzchu posypać całość parmezanem i świeżo mielonym pieprzem.

Zupa krem z dyni i batatów

Obstawiam, że każdy z Was, tak jak ja, o tej porze roku najbardziej czeka na pierwszy w tym sezonie krem z dyni 🙂 Pojechałam rano, kupiłam dynię, warzywa i ciach. Najprostsza, najszybsza, najpyszniejsza zupa świat gotowa! Częstujcie się – słodko, ostro, kwaśno – jak lubię najbardziej!

Zupa krem z dyni i batatów

  • 1 mała dynia (np. hokkaido)
  • 1 cebula cukrowa duża
  • 3 bataty podłużne średniej wielkości
  • 3 cm korzeń świeżego imbiru
  • 4 suszone liście limonki kaffir
  • 1 l wody
  • puszka mleczka kokosowego
  • 1/4 łyżeczki mielonej papryczki chili
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki mielonej
  • 1/4 łyżeczki mielonego kardamonu

Do podania: prażony sezam, prażony słonecznik, szczypiorek

Przygotowanie:

  1. Dynię przekroić na cztery. Usunąć pestki. Obrać ze skórki. Pokroić w dużą kostkę.
  2. Ziemniaki obrać, opłukać, pokroić w kostkę wielkości kostki dyni.
  3. Cebule pokroić w dużą kostkę.
  4. Imbir obrać ze skórki, pokroić w kosteczkę.
  5. Wrzucić warzywa do garnka, zalać wodę na tyle, by wszystkie warzywa były przykryte. Dodać 4 liście limonki kaffir. Zagotować, po czym zmniejszyć płomień i gotować do miękkości.
  6. Ugotowany wywar z warzywami zblendować (wyjąć listki limonki). Dolać mleczko kokosowe, doprawić solą, papryką słodką, papryczką chili i kardamonem.
  7. Podawać z prażonym słonecznikiem, sezamem i siekanym szczypiorkiem.

Sałatka z gruszką, winogronem i wędzoną cukinią z sosem mango-chili

Sałatka z wędzonymi warzywami

Nadszedł czas na kolejną propozycję z wędzonych warzyw. Tym razem cukinia. Ta sałatka na pewno będzie smakować też świetnie z cukinią pieczoną, czy nawet na surowo. Więc nie obawiajcie się, jeśli nie macie w zapasie wędzonych warzyw.

O wędzonych warzywach pisałam Wam wcześniej tutaj: https://www.sajkofankasmaku.pl/uncategorized/warminskie-specjaly-opowiesc-o-wedzonkach-ktorych-powinien-sprobowac-kazdy/

Dziś wariacja z cukinią, która okazał się nieco gorzka, więc dobrałam do niej słodkie dodatki i sos, co sprawiło, że smak doskonale się uzupełnił i wszystko świetnie zagrało.

To jak, spróbujecie? 🙂 Zapraszam – już prościej się nie dało!

Sałatka z winogronem, gruszką i wędzoną cukinią

Składniki:

  • 1 połówka średniej wielkości cukinii
  • 1/2 gruszki
  • 6-8 owoców winogrona
  • łyżka stołowa nasion czarnuszki
  • świeża mięta

Dresing:

  • 2 łyżka pulpy z mango
  • 1/4 mielonego chili
  • 1 płaska łyżeczka miodu
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • sól, pieprz do smaku

Warzywa na sałatkę pokroić. Posypać czarnuszką. Polać dresingiem.

Pasta z wędzonego buraka z parmezanem i kolendrą

Pasta z wędzonego buraka z parmezanem i kolendrą

We wcześniejszych wpisach poznaliście już mojego gwiazdora, wędzonego buraka 😉 Dzisiaj poszłam krok dalej i postanowiłam przygotować pastę do pieczywa, do świeżych warzyw, do spodu do słonej tarty, naleśników, bądź do bezpośredniego wyjadania ze słoiczka!

Wędzone warzywa kupuję ostatnio od Warmińskie Specjały. Buraczki są obrane, ugotowane, uwędzone i zamknięte próżniowo, żeby zbyt szybko się nie popsuły. Zamknięte próżniowo mogą leżeć nawet do kilku tygodni, a otwarte tylko kilka dni. Dlatego warto smacznie je wykorzystać robiąc na przykład moją pastę do chleba 🙂 Częstujcie się – to eksplozja kolorów i smaków! 🙂

Pasta z wędzonego buraka z parmezanem i kolendrą

Składniki:

  • 1 duży wędzony burak
  • 3-4 łyżki oleju rydzowego (może być też rzepakowy albo z czarnuszki)
  • 2 czubate łyżki tartego parmezanu
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 mała łyżeczka miodu
  • pieprz
  • sól
  • świeża kolendra (duża łyżka stołowa posiekanej kolendry)
  • 4 listki świeżej mięty
  • świeże zioła do dekoracji
  • Opcjonalnie można dodać 1 łyżeczkę sosu teriyaki, bądź słodko-kwaśnego z chili 😉 Ja lubię takie twisty!

Buraka pokroić, wrzucić do wysokiego naczynia. Dodać sok z cytryny, pieprz, sól, miód, tarty parmezan, świeżą kolendrę, listki mięty. Delikatnie zmiksować blenderem. Dolewać powoli olej rzepakowy. Kiedy uzyskamy pożądaną konsystencję – pasta gotowa! Udekorować świeżymi ziołami i tartym parmezanem. Zjadać! 🙂

Wędzony burak przekładany serem z sałatką warzywną i dresingiem miodowo-musztardowym

Podoba Wam się mój nowy pomysł na zajadanie buraczków? I to nie byle jakich buraczków, bo wędzonych! 🙂

Dzisiaj prezentuję Wam jedną z moich propozycji na wędzone warzywo. Burak przejął pierwsze skrzypce, bo kocham buraki w każdej postaci! Z pewnością sprawdzi się tutaj również zwykły buraczek, upieczony w ziołach i oliwie. Ale gwarantuję Wam, że smaku wędzonego buraka nie porównacie z niczym innym. Po prostu musicie go spróbować!

Całość dopełnia lekka sałatka i cudownie ostro-słodki dresing miodowo- musztardowy. Zgłodnieliście? To dobrze, poniżej przygotowałam Wam recepturę krok po kroku, zatem do dzieła! 🙂

Wędzony burak przekładany serem z sałatką warzywną i dresingiem miodowo-musztardowym

Receptura na 1 osobę:

Składniki:

  • wędzony burak
  • kulka sera mozzarella

Sałatka:

  • garść rukoli
  • 1/2 gruszki
  • 1/3 wędzonej papryczki chili
  • świeża mięta
  • łyżka stołowa startego parmezanu
  • 1 łyżka prażonych ziaren słonecznika

Dresing miodowo-musztardowy:

  • 1 łyżka stołowa ostrej musztardy (Dijon, sarepska)
  • 2 łyżki stołowe miodu
  • 2 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 łyżka letniej przegotowanej wody
  • sól, pieprz do smaku

Buraka pokroić w plastry wszerz. Podobnie postąpić z kulką sera mozzarella. Przełożyć naprzemiennie, tworząc wieżyczkę (patrz zdjęcie :).

Rukolę opłukać, osuszyć. Połowę gruszki pokroić w drobną kostkę. Papryczkę chili pokroić w cienkie plasterki. Posypać prażonym słonecznikiem, tartym parmezanem, dodać listki świeżej mięty.

Wszystkie składniki na dresing połączyć ze sobą i wymieszać energicznie rózgą, bądź zmiksować w blenderze. Dresing polać obficie po sałatce i buraku.

Prezentuje się wspaniale i gwarantuje Wam, ze smakuje jeszcze lepiej! 🙂

Cudne Manowce Olsztyn. Cudnie, smacznie, pysznie!

Urodziłam się na Mazurach, a od ponad 10 lat mieszkam w sercu Warmii – Olsztynie. A skoro Olsztyn jest teraz moją małą ojczyzną, poszukuję w nim smaków, które pamiętam z dzieciństwa. Smaków, które na dobre skradną me serce i za którymi będę tęsknić, i wracać najczęściej, jak tylko się da. W Olsztynie jest wiele smacznych restauracji, ale spacerując uliczkami olsztyńskiej starówki uważajcie, bo gdy zejdziecie już na manowce możecie natrafić na miejsce, z którego trudno wyjść… 😉

Do Cudnych Manowców trafiłam pierwszy raz zimą, w grudniu 2018, kiedy zorganizowaliśmy z Olsztyńskimi Blogerami Kulinarnymi wigilię w tym miejscu. Już wtedy jedzenie było fantastyczne! Domowe, ale bardzo zaskakujące. Pamiętam, że szefostwo uraczyło nas wtedy przepysznym kompotem i wspaniałymi nalewkami. Och jakże porządnie nas rozgrzały w ten zimowy wieczór 😉

Cudne Manowce zna chyba każdy, kto mieszka w Olsztynie. Znają je też mieszkańcy wielu rejonów Polski, bo jest to restauracja, która należy do sieci Dziedzictwa Kulinarnego Warmia Mazury Powiśle. Ma na swoim koncie jedną z topowych nagród – Perłę 2017 za najlepsze danie regionalne w Polsce za tradycyjną zupę z Warmii Karmuszkę. W Cudnych Manowca zdecydowanie stawia się na jakość, co czuć w każdej potrawie. Surowce pochodzą od regionalnych producentów, a obsługa z uśmiechem wita gości, z wielką uprzejmością pyta czy smakuje i informuje o oczekiwaniu na danie. Cudnie!

Uwielbiam też wnętrze Cudnych Manowców. Moc detali, dodatków, świeże kwiaty, zioła, przepiękne kwieciste obrusy (ten ze zdjęcia jest tak piękny, że mogłabym zabrać go do domu i uszyć z niego sukienkę!). Wszystko ze sobą gra, idealnie pasuje. W takim wnętrzu można spędzić wiele godzin i z pewnością nie byłoby nudno.

Dzisiaj pogoda zdecydowanie była moim sprzymierzeńcem, więc zasiadłam w restauracyjnym ogródku. Przyznam, że miałam przeogromną ochotę na zupę z pokrzywy ze ślimakami. Kocham dania z pokrzywy i ślimaki, dlatego na pewno powrócę na tę zupę, to połączenie wydaje mi się jakąś petardą kulinarną! Jednak dzisiejsze słońce tak mocno dawało się we znaki, że wybór padł na chłodnik z botwinki. Gęsty, z jajem na twardo, pieczonym ziemniakiem w mundurku, z dodatkiem kopru i nasion czarnuszki. Idealny, porcja też bardzo solidna, pierwszy głód został porządnie zaspokojony.

Chłodnik z botwinki

Chłodnik z botwinki z pieczonym ziemniaczkiem 14,50zł

Po chłodniku zdecydowałam się spróbować smalczyku z gęsi oraz podpłomyków, o których wiele słyszałam. Moje domowe podpłomyki są nieco grubsze, ale ja robię je na patelni. Jaka szkoda, że moje nie są tak chrupiące, z tyloma wspaniałymi dodatkami. Polecam Wam spróbować, gdyż taki podpłomyk, zamoczony w oleju rzepakowym z Włodowa to smak, po który warto wracać. Włosi mogą nam pozazdrościć, bo ich foccacia to przy tym pikuś. Prze pyszności!

No a smalczyk, nie mogłam nie spróbować! Powiedzcie sami, czy oparlibyście się nazwie „Maść czarownic do latania” ? Chyba jestem jedną z tych czarownic, gdyż po degustacji tejże cudownej omasty mogłabym spokojnie odlecieć bardzo wysoko! Sycąca, pożywna, smakowita. To nie taki zwykły smalczyk ze skwarkami. To rzecz, której wcześniej nie jadłam, ale gdybym mogła, jadłabym częściej! I te kiszone ogórki, oj wspaniale to zagrało.

Poza tym spójrzcie, jak to wszystko pięknie się prezentuje. Mogłabym patrzeć i patrzeć, jeść i jeść…

Maść czarownic

Maść czarownic do latania, pieczywo, ogórek kiszony 14,90 zł

Podpłomyki

Podpłomyk z olejem rzepakowym z Włodowa, dojrzewający ser zagrodowy z Węgajt 14,50 zł

W karcie menu jest naprawdę wiele fantastycznych pozycji, wywodzących się z kuchni naszego regionu. Znajdziecie mięsa, ryby, pierogi z genialnymi farszami. Są też dania sezonowe. Ja, jako, że nastawiłam się dziś na spróbowanie przystawek, na danie główne wybrałam sałatkę. Nie byle jaką, bo Sałatkę Warmińską! Zresztą, sami wiecie, jak kocham sałatki 🙂

Sałatka Warmińska był strzał w dziesiątkę. Grillowana polędwiczka wieprzowa idealna, w punkt, miękka, soczysta. Do tego wędzony ser, chrupiące, grillowane plasterki boczku, świeże warzywa, żurawina i słonecznik. Ale najpyszniejszy był dresing, który wspaniale połączył całą sałatkę i dopełnił wszystkie smaki, idealnie je spajając.

Sałatka Warmińska

Sałata Warmińska z grillowaną polędwicą, wędzonym kozim serem i grillowanym boczkiem (kompozycja sałat, polędwiczka wieprzową, kozi ser, boczek, pomidor, ogórek, rzodkiew, dresing ziołowy, żurawina, słonecznik): 31,00 zł

Na koniec zostawiłam Wam jeszcze dwie perełki. Na początek Manowcowa Lemoniada. Niezwykle orzeźwiająca, gazowana, lekko kwaśna, bardzo aromatyczna. Chciałabym umieć odtworzyć ją w domu i zaserwować najbliższym. Bardzo dobra.

Lemoniada Manowcowa

Manowcowa Lemoniada 500 ml 12,00 zł 

Miałam dzisiaj dużo szczęścia, bo do degustacji dostałam jeszcze porcję 10 miesięcznego kim chi. Kapusta pekińska, marchewka, chili, seler naciowy, papryka. Bardzo pikantna, idealnie sfermentowana kiszonka, czuć w niej dojrzałość i ten fenomenalny smak. Ktoś tu chyba wiedział, że uwielbiam azjatyckie kiszonki. Manowcowa kiszonka czuje, że będzie produktem bardzo pożądanym przez wielu smakoszy!

Kim Chi

Mam wrażenie, że Cudne Manowce na starówce są od zawsze, a ja dopiero od zimy delektuje się ich smakiem. Regionalnym, porządnym smakiem jedzenia, po które warto i aż chce się wracać. Cieszę się, że to miejsce jest na uboczu, w manowcach olsztyńskiej starówki. To jedna z rzeczy, która cieszy chyba najbardziej, poza smakiem, o którym napisałam Wam wcześniej. Lokalizacja restauracji sprawia, że chce się tu pobyć nieco dłużej, z dala od całego tłumu i zgiełku olsztyńskiej starówki. Jakby czas zatrzymał się na chwilę w miejscu. Poczułam się trochę, jak we francuskim małym miasteczku, w jednej z wielu bocznych uliczek. To czas, który tak dobrze wspominam, który siedzi w mej pamięci od zawsze. A jeśli coś z tych dobrych wspomnień przychodzi tak szybko, bez zastanowienia – czuję spokój i wiem, że jest mi tu dobrze, że mogłabym wracać, jak najczęściej.

Życzę właścicielom, a zwłaszcza Panu Tomaszowi, dużo wytrwałości w tym, co robi, co daje miastu, co daje Polsce. Miejsce wspaniałe, smaczne, cudne!

Restauracja Cudne Manowce

ul. Chrobrego 4
10-900 Olsztyn

https://www.facebook.com/CudneManowceRestauracja/

Tarta z kremem cytrynowow-miętowym i jagodami

Są takie owoce, na które czekam cały rok. Poza truskawkami, malinami, wiśniami i czereśniami, ponad wszystko ubóstwiam leśne jagody! Możliwości ich wykorzystania jest mnóstwo. Można zjeść je z dodatkiem cukru, albo wykorzystać do przygotowania pierogów. Wspaniale smakują z makaronem.

Pamiętam, jak w dzieciństwie jeździłam rowerem do lasu z moją przyjaciółką i potrafiłyśmy zbierać jagody dniami i godzinami! Póki kanka się nie zapełniła, nie było mowy o powrocie do domu. Oj, zdecydowanie brakuje mi tamtych beztroskich chwil 😉

Dziś postanowiłam przygotować dla Was tartę, z lekko kwaskowatym kremem. Mega prostą i bajecznie piękną! Uwielbiam letnie wypieki, tak niewiele składników potrzeba, a tak wspaniały jest efekt finalny! Częstujcie się!

Tarta z kremem cyrtynowo-miętowym i świeżymi jagodami

Tarta: 180 g mąki pszennej, 100 g masła 82 % tłuszczu, 1 jajo, 1 łyżka cukru

Krem: 200 ml śmietany 30 % kremówki, 200 g serka mascarpone, skórka otarta z jednej cytryny, świeża mięta, 2 łyżki cukru drobnego

Przygotowanie:

  1. Składniki na tartę zagnieść. Włożyć do zamrażarki na 30 minut.
  2. Piekarnik rozgrzać do 190 stopni C (góra -dół).
  3. Blaszkę do tarty wyłożyć ciastem, pamiętając o rantach.
  4. Piec w rozgrzanym piekarniku przez 20 minut.

Krem:

W dużej misce ubić na sztywno śmietankę. Dodać cukier. Następnie dodać serek mascarpone. Ubijać na małych obrotach, aż wszystkie składniki się połączą i utworzą jednolitą masę. Dodać skórkę otartą z cytryny i posiekaną drobną miętę (około 5 większych listków).

Krem wyłożyć na ostudzony spód. Posypać jagodami i udekorować świeżą miętą. Proste, piękne i pyszne! 🙂

Ristorante Da Andrea. Poczuj się, jak we włoskim domu!

Wczoraj w ramach pierwszego otwartego spotkania Olsztyńskich Blogerów Kulinarnych (możecie śledzić nas tutaj: https://www.facebook.com/OlsztynscyBlogerzyKulinarni) udaliśmy się wspólnie na kolację degustacyjną do restauracji Da Andrea Casa del Prosecco. Samo spotkanie miało charakter otwarty, postanowiliśmy, że zorganizujemy wydarzenie, na które będzie mógł przyjść każdy, kto chciałby zasiąść z nami przy jednym stole i spróbować wspaniałych smaków kuchni włoskiej. Zainteresowanie wydarzeniem bardzo nas zaskoczyło, bo przyszło bardzo dużo osób, które już po kolacji pytały o kolejne spotkania. Pragnę poinformować, że będą na pewno 😉

Do „Da Andrea Casa del Prosecco” dojdziecie spacerując po olsztyńskiej starówce, tuż nieopodal słynnego mostu św. Jana. Przekraczając próg restauracji zostaniecie porwani w kulinarną podróż po włoskiej kuchni. Odnajdziecie tu wspaniałe wnętrze, przyjazną obsługą, szeroki wybór włoskich potraw i win, codziennie świeże śniadania i popołudniowe aperitivo. Produkty są naprawdę wysokiej jakości, właściciele sprowadzają je prosto z Włoch, co zdecydowanie wyczuwane jest w serwowanych daniach. Dodatkowo, szef kuchni oraz kucharze to Włosi, którzy przyjechali tu by oddać w stu procentach swój smak, smak prawdziwej kuchni włoskiej!

W Da Andrea od wejścia witają nas kelnerzy, którzy wskazują kierunek kulinarnej podróży. Zasiadamy przy długim, zastawionym stole i za chwilę ruszamy!

Do wyboru były dwa menu degustacyjne.
MENU DEGUSTACYJNE I
1. Tradycyjne włoskie danie na bazie smażonych plastrów bakłażana zapiekanych w sosie pomidorowym z dodatkiem sera
2. Makaron tagliatelle z chrupiącymi szparagami w sosie ze świeżych ziół
3. Plastry wołowiny z rusztu podawanej na rukoli i kawałkach sera grana padano
4. Na wpół zmrożony deser z sera ricotta o smaku pistacjowym z polewą pomarańczową

MENU DEGUSTACYJNE II
1. Gaspacho z melonem, pomidorami, jogurtem i sumakiem
2. Spaghetti z małżami i kawałkami ryb w sosie ze świeżych pomidorów
3. Grillowane macki ośmiornicy serwowane z jej własnym majonezem oraz kawałkami warzyw i ziemniaków
4. Na wpół zmrożony deser z sera ricotta o smaku pistacjowym z polewą pomarańczową

Ja zdecydowałam się na menu nr 2, bo uwielbiam owoce morza! Przed każdą potrawą szef kuchni razem z Panią Małgorzatą, właścicielką restauracji, opowiadali o każdym serwowanym daniu. Zapanowała naprawdę wspaniała, luźna i domowa atmosfera. Uwielbiam, kiedy szef kuchni wychodzi do gości, opowiada o swoich potrawach, zadaje pytania i z chęcią rozmawia, dokładnie słuchając słów swoich gości. To wspaniałe doświadczenie, które buduje prawdziwą więź między kuchnią a gościem.

Nadeszło pierwsze danie.

Cudowne gaspacho! Wyczuwalna słodycz melona, wytrawność pomidorów i zdecydowany, kwaśny smak, którego nadał ocet. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, bo do tej pory znany był mi zupełnie inny, klasyczny smak gaspacho. Pewnie spróbuję odtworzyć recepturę w domu i z pewnością wrócę po więcej! 😉


Gaspacho z melonem, pomidorami, jogurtem i sumakiem

Po gaspacho nadszedł czas na spaghetti z małżami i kawałkami ryb w sosie ze świeżych pomidorów. Świeże, soczyste kalmary, delikatne krewetki i małże. Do tego wspaniały sos rybno-pomidorowy, który w cudowny sposób otulił makaron i owoce morza. Przepyszne, mój numer jeden całego spotkania!


Spaghetti z małżami i kawałkami ryb w sosie ze świeżych pomidorów

Czekając na grillowane macki ośmiornicy oczywiście najpierw wizualizowałam, jak one będą wyglądać. Jadłam kiedyś mini ośmiorniczki we wspaniale kremowym risotto w warszawskim Port Royal, więc wiedziałam, że czeka mnie niespodzianka. Jak się okazało – nie pomyliłam się! Widok zupełnie mnie zaskoczył. I to połączenie. Przepyszne chrupiące z wierzchu ziemniaczki z rewelacyjnym majonezem. Tekstura mięsa z ośmiornicy była bardzo sprężysta, ale delikatna i bardzo przyjemna. To mój smak i kolejne, kulinarne odkrycie!


Grillowane macki ośmiornicy serwowane z jej własnym majonezem oraz kawałkami warzyw i ziemniaków

Menu nr 1 według degustujących było również bardzo smaczne. Ode mnie poniżej kilka ujęć.


Tradycyjne włoskie danie na bazie smażonych plastrów bakłażana zapiekanych w sosie pomidorowym z dodatkiem sera

Makaron tagliatelle z chrupiącymi szparagami w sosie ze świeżych ziół

Plastry wołowiny z rusztu podawanej na rukoli i kawałkach sera grana padano

Wołowina pieczona na ruszcie

Mięso wołowe pieczone jest w restauracji na ruszcie przy otwartym ogniu! Palenisko tworzy wspaniały klimat, a mięso przygotowane w ten sposób ciężko z czymkolwiek porównać. Szef kuchni fantastycznie potrafi przyrządzić wołowinę, której nie chciałoby się przestać jeść i wciąż prosić o więcej!

Uwieńczeniem obu menu było pistacjowe semifreddo. Przyznam szczerze, że to jeden z lepszych deserów, jaki ostatnio miałam przyjemność próbować. Zmrożona masa, w której zatopione były kawałki pistacji, a do tego cudowny sos pomarańczowy. Prawdziwe delicje!


Na wpół zmrożony deser z sera ricotta o smaku pistacjowym z polewą pomarańczową

Zapadł już wieczór, za oknem zrobiło się ciemno i przyszła potężna burza, a nam przyszło się rozstać. Aż szkoda było odchodzić od stołu. Zapanowała cudowna domowa atmosfera, a rozmowom nie było końca.

Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco to kolejne wspaniałe miejsce na kulinarnej mapie Olsztyna, które zdecydowanie rekomenduję. Jestem oczarowana atmosferą, jaka panuje w tym miejscu, fantastycznymi smakami, a zwłaszcza wysokiej jakości składnikami prosto z Włoch. Zdecydowanie trzymam kciuki i będę wracać tak często, jak tylko się da! Wkrótce ma być tu serwowana pizza, której ciasto z pewnością Was zaskoczy! Ale o tym z pewnością już niebawem Wam napiszę.

Tymczasem zapowiada się piekny weekend, więc zabierajcie najbliższych i ruszajcie w kulinarną podróż po włoskich smakach w Da Adrea!

*Każdy uczestnik kolacji zapłacił za swoje menu degustacyjne 60zł


Dziękujemy – było pysznie! 🙂

Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco

Kołłątaja 15
10-034 Olsztyn https://www.facebook.com/daandreaolsztyn/