W naszym domu uwielbiamy pizzę. Mamy swoje ulubione pizzerie, ale odkąd Kalinka w przedszkolu odwiedziła pizzerię i zrobiła samodzielnie pierwszą pizzę, przynajmniej raz w miesiącu musi być domowa pizzaparty i artystyczny nieład w kuchni, spowodowany oczywiście tworzeniem tego niezwykłego dania. Tak się już utarło, że każdy z nas lubi co innego, więc za każdym razem powstają bardzo ciekawe kompozycje. Mój mąż to prawdziwy mięsożerca – musi być boczek, kiełbaska i cebulka. Kalinka uwielbia zaś salami, szynkę, kukurydzę i pieczarki. Ja kocham eksperymenty i tworzę pizze niekoniecznie tolerowane przez resztę domowników (choć Marcelinka kocha wszystko! 🙂 . Moje dzisiejsze połączenie było jednak tak wspaniałe, że postanowiłam się z Wami nim podzielić! Wszystkie składniki, które znalazły się na moim rumianym placku kocham miłością absolutną, a w tym zestawieniu tworzą pyszną kompozycję. Spróbujcie koniecznie!
SKŁADNIKI NA CIASTO: – 750 g mąki pszennej typ 00 – 1,5 szklanki przegotowanej letniej wody – 50 g drożdży świeżych – 1 łyżeczka soli – 2 łyżeczki cukru – 1 łyżka oliwy
PRZYGOTOWANIE CIASTA: Do dużej miski nasyp mąkę. Dodaj przegotowaną, letnią wodę, sól i cukier. Pokrusz drożdże. Od razu zagnieć na gładkie, sprężyste ciasto. Na koniec dodaj oliwę i jeszcze chwilę zagnieć, aż ciasto całkowicie odejdzie od rąk. Odstaw ciasto do wyrastania w ciepłe miejsce. Pamiętaj, by nie było przeciągów, a ciasto było przykryte czystą ściereczką. Ciasto powinno wyrastać około godziny.
Po godzinie wyjmij ciasto i uformuj kulki, z których następnie wyrób dłońmi placki na pizzę, pamiętając o zachowaniu rantów dookoła ciasta. Przygotowane placki ułóż na blaszce na papierze do pieczenia. Odstaw jeszcze na 15 minut do wyrastania (możesz przykryć je ściereczką). Następnie na plackach rozsmaruj sos, ułóż składniki i włóż placki do piekarnika do rozgrzanego do 230 stopni C (termoobieg) na 15 minut.
PRZYGOTOWANIE SOS: Wszystkie składniki umieścić w jednym naczyniu. Zblendować na gładki sos.
SKŁADNIKI NA FARSZ: – świeży jarmuż – pomidorki koktajlowe – tarty ser mozzarella – ser feta – plastry salami – czerwona cebulka – cukier trzcinowy (do karmelizacji cebulki)
PRZYGOTOWANIE FARSZU: Jarmuż oczyść z grubszych części. Podsmaż chwilę na patelni, aby jarmuż zmiękł. Możesz podlać lekko wodą, żeby listki się nie przypaliły.
Czerwoną cebulkę pokrój w pióra, usmaż na patelni bez tłuszczu, po czym dolej wodę, by cebulka się dusiła. Kiedy cebulka zmięknie dodaj 2 łyżki cukru trzcinowego i wszystko dokładnie wymieszaj. Smaż chwilę, aż cebulka zacznie się kleić – wtedy będzie już gotowa 🙂
Ser feta możesz pokroić w kosteczkę lub pokruszyć.
Układaj składniki dowolnie na pizzy wysmarowanej sosem pomidorowym.
Za tydzień Wielkanoc! Dzisiaj zatem ostatni dzień, by nastawić zakwas na żurek wielkanocny.
Łapcie mój sprawdzony przepis!
ZAKWAS NA ŻUREK
500 ml przegotowanej, ostudzonej wody
6 czubatych łyżek mąki żytniej razowej typ 2000 (może być też typ 1850)
6 obranych ząbków czosnku
3 listki laurowe
6 ziaren ziela angielskiego
Dodatkowo:
wyparzony słoik litrowy
gaza jałowa
gumka recepturka lub kawałek sznurka
drewniana łyżka
PRZYGOTOWANIE:
Do wyparzonego słoika nalej wodę. Dodaj mąkę, dokładnie wymieszaj, żeby nie było grudek. Dodaj obrane ząbki czosnku, listki laurowe i ziarenka ziela angielskiego. Wymieszaj dokładnie. Przykryj gazą jałową, zabezpieczając gumką recepturką. Odstaw w ciepłe miejsce, ale nie ustawiaj na oknie.
Zakwas mieszak codziennie raz dziennie, najlepiej o tej samej porze, czysta drewnianą łyżką.
Obserwuj swój zakwas – jeśli są bąbelki to OK, znaczy, że zakwas pracuje.
Jeśli zakwas nie bąbluje albo ma brzydki, niepożądany zapach – niestety musisz swój zakwas wyrzucić. Porządny zapach przypomina kiszonkę (ogórki kiszone itp.)
Zakwas, w zależności od warunków cieplnych Twoim domku, będzie dobry po 5 do 7 dni od nastawienia.
Gotowy zakwas nada wspaniałego smaku i koloru Twojemu wielkanocnemu żurkowi. No i ile satysfakcji, że to Nasz, samodzielnie przygotowany!
Karnawał w pełni! Jeśli szukacie pysznej, chrupiącej przekąski, która świetnie smakuje zarówno na zimno, jak i na gorąco to trafiliście świetnie! Kabanosy zapieczone w cieście francuskim z dipem na bazie pasty tahini, jogurtu naturalnego, cytryny i czosnku smakują nie tylko na hucznej domówce, ale i w leniwy wieczór przy ulubionym serialu. Częstujcie się!
Kabanosy zapiekane w cieście francuskim z dipem jogurtowo-sezamowo-czosnkowym
Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego XXL
1 jajo
6 kabanosów
1 łyżka stołowa nasion prażonego sezamu
1 łyżka nasion czarnuszki
Dip
1 łyżka stołowa pasty tahiny
1 łyżka stołowa miodu
3 łyżki jogurtu naturalnego
Sok z połowy cytryny
1 ząbek czosnku
Pieprz, sól do smaku
Siekany szczypiorek do podania
Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzej do 220 stopni C termoobieg.
Płat ciasta francuskiego ułóż na blacie i złóż go na pół. Na środku wytnij okrąg o średnicy około 6 cm. Zdejmij górną warstwę ciasta i odłóż na bok.
Na blaszce rozłóż papier do pieczenia i ułóż dolny płat ciasta. Dookoła układaj połówki kabanosów, zachowując odstępy. Następnie nałóż na wierzch drugi płat ciasta francuskiego i dobrze dociśnij do dolnego ciasta. Nożem odetnij od siebie powstałe sakiewki. Odetnij też dookoła nadmiar ciasta francuskiego, tworząc okrąg. Posmaruj wszystko jajem, posyp sezamem i czarnuszką. Piecz na rumiano 12 minut w 220 stopniach C na termoobiegu.
Kiedy ciasto będzie się piekło, przygotuj dip. Połącz dokładnie wszystkie składniki w miseczce.
Dip możesz dowolnie urozmaicać, na przykład dodając papryczkę chili, wtedy sos będzie ostrzejszy.
Zapieczone kabanosy posyp świeżo siekanym szczypiorkiem, bądź kolendrą. Zajadaj z dipem.
Wypieki z makiem to pozycja obowiązkowa na świątecznym stole! A wszystko dlatego, że mak ma w sobie magiczną moc, która sprzyja wszelkim dobrodziejstwom na kolejny rok!
W tym roku postanowiłam, że nadam klasycznemu makowcowi nowy kształt i zawinęłam go w piękny wianek. Mam słabość do wianków, w każdej postaci! Dobrze mnie już znacie z moich wianuszków bezowych, więc teraz czas na drożdżowy wieniec makowy. Mam nadzieję, że też zaszalejecie z formą i tradycyjnego makowca podacie w ten niezwykły, jakże efektowny sposób!
Drożdżowy wieniec makowy z cynamonem i czekoladą
Zaczyn drożdżowy:
2 łyżki mąki
2 łyżki cukru
250 ml mleka
40 g drożdży
Ciasto:
500 g mąki pszennej
3 żółtka
1 jajo
2 łyżki rozpuszczonego, ostudzonego masła
5 łyżek cukru
Skórka otarta z cytryny
Nadzienie:
850 g gotowej masy makowej
1 łyżka cukru migdałowego
½ łyżeczki cynamonu
2 łyżki prawdziwego kakao
Do dekoracji przed pieczeniem:
½ łyżeczki cynamonu
2 łyżki cukru trzcinowego
2 łyżki prawdziwego kakao
Białko jaja
Do dekoracji po upieczeniu:
tabliczka mlecznej czekolady
50 g masła
PRYGOTOWANIE:
Zaczyn: w miseczce rozkruszamy drożdże, dodajemy mąkę, cukier i ciepłe mleko. Dokładnie wszystko mieszamy, żeby nie było grudek. Przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 15 minut.
Ciasto: Mąkę przesiewamy przez sito. Dodajemy rozpuszczone, ostudzone masło, otartą skórkę ze sparzonej dobrze cytryny, cukier, żółtka i jajo oraz gotowy zaczyn drożdżowy. Wyrabiamy dokładnie ciasto. Odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę do wyrośnięcia.
Kiedy ciasto wyrośnie wyrabiamy je jeszcze na blacie, po czym rozwałkowujemy na kształt prostokąta. Na ciasto wykładamy masę makową, posypujemy wszystko cynamonem i kakao. Zawijamy w rulon, jak na makowca. Następnie kroimy ciasto wzdłuż na pół i przeplatamy ciasto, układając na przemian jedno ciasto na drugim. Następnie z zawiniętego ciasta tworzymy wianek, łącząc ze sobą oba końce. Przekładamy wianuszek na papier do pieczenia wyłożony na blaszce. Smarujemy wianek białkiem, a później posypujemy go jeszcze kakao, cynamonem i trzcinowym cukrem. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 195 stopni C i pieczemy przez 35 minut (termoobieg).
Polewa: w kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę masłem. Gotową polewę wylewamy na ciepły wianuszek.
Dobrze wiecie, jak to jest z tymi świątecznymi ciastami – serniczek zawsze się zmieści!
U mnie z tymi sernikami naprawdę różnie bywało. Głównym winowajcą moich wtop był twaróg. Już teraz wiem, w jaki się zaopatrywać oraz w jaki sposób piec to królewskie ciasto, by nie opadło. Kąpiel wodna jest kluczem do sukcesu!
W tym roku marzył mi się sernik w wersji mini. Zaczęłam zatem poszukiwania tortownicy w rozmiarze 18 cm i wiecie co – od razu znalazłam! W Auchan było ich dosyć sporo. Po mojej udanej próbie tortu dla rodziców postanowiłam, że sernik na święta też musi być wyjątkowy. Obok makowca i piernika to najważniejszy świąteczny wypiek w moim domu. W niedzielę mój mąż jest w domu, więc wtedy zawsze mam więcej czasu, by poszaleć w kuchni. Minioną niedzielę wykorzystałam zatem na przygotowanie próbnego sernika świątecznego. Trochę kombinowałam z doborem składników do blaszki w rozmiarze 18 cm, ale ostatecznie próba zakończona sukcesem. I to jakim! A no takim, że jeszcze tego samego wieczoru usiadłam do zdjęć i spisywania receptury, co by mi nic z głowy nie uciekło! Mam nadzieję, że dołączycie w tym roku do świątecznego teamu #sajkosernik i będzie on zdobił Wasze stoły, a potem rozczulał rozpustnie podniebienia! Jeśli odpowiedź brzmi: TAK! – Zatem do dzieła i częstujcie się!
Świąteczny sernik
Przepis na tortownicę o średnicy 18 cm – około 12 porcji
Kruchy spód
250 g herbatników maślanych
4 łyżki stołowe płatków migdałów
1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
90 g rozpuszczonego masła
Masa serowa
400 g twarogu sernikowego mielonego (u mnie Piątnica z wiaderka)
250 g kremowego serka Mascarpone
160 g drobnego cukru trzcinowego
4 jaja rozmiar M
10 g cukru z prawdziwą wanilią
Masa śmietanowo-kakaowa
300 ml śmietany deserowej 36 %
2 łyżeczki cukru pudru
1 opakowanie śmietan-fix (opcjonalnie)
2-3 łyżki stołowe prawdziwego kakao
Słony karmel
200 ml śmietany 36 %
160 g drobnego cukru trzcinowego
50 g masła
1/2 łyżeczki soli
Dodatkowo do przygotowania potrzebne będą:
blaszka tortownica 18 cm
papier do pieczenia
sitko do przesiania kakao
PRZYGOTOWANIE
Kruchy spód
Herbatniki pokruszyć, dodać płatki migdałów i przyprawę do piernika. Rozdrobnić wszystko na drobny pyłek blenderem. Do powstałej „mąki” dodać masło. Dokładnie wyrobić, najlepiej rękami. Dno blaszki wyłożyć papierem do pieczenia, a boki wysmarować masłem. Wylepić dobrze blaszkę powstałą masę, po czym włożyć ją na 45 minut do lodówki (możecie na dłużej, byle nie krócej 🙂 ).
Masa sernikowa
W czasie, kiedy masa ciasteczkowa zastyga, zabieramy się za przygotowanie masy serowej. Do wysokiej miski wrzucamy jaja i ucieramy je z drobnym cukrem trzcinowym. Następnie dodajemy mascarpone i twaróg. Dokładnie mieszamy na najniższych obrotach miksera. Pod koniec dodajemy cukier z prawdziwą wanilią (możecie użyć też laski wanilii albo otartej skórki z pomarańczy). Gotową masę przelewamy na ciasteczkowy spód.
Tak przygotowany sernik wstawiamy do nagrzanego do 165 stopni C piekarnika, ustawiając tortownicę do większej blaszki. Do większej blaszki nalewamy dwie szklanki wody (będziemy piec w kąpieli wodnej). Ciasto pieczemy w 160 stopniach C przez 1 godzinę i 30 minut (termo obieg). Po upieczeniu uchylamy chwilę drzwiczki piekarnika i zostawiamy ciasto jeszcze na 10-15 minut. Później sernik wyjmujemy do całkowitego ostudzenia na blat. Kiedy ciasto będzie już zimne, wstawiamy je na kilka godzin do lodówki, a najlepiej na całą noc.
Słony karmel
Dodatkowo do podania możemy przygotować karmel z solą. Do rondelka wrzucamy masło, dodajemy cukier i śmietankę. Cały czas mieszamy. Masa nie powinna wrzeć, ale lekko się gotować, żeby się nie przypaliła. Gotujemy w zależności od tego, jaką gęstość chcemy osiągnąć. Jeśli lubimy bardziej lejący karmel wystarczy gotować 5 minut od rozpuszczenia wszystkich składników. Jeśli lubicie bardzo gęstą masę, powinniście robić to od 10 do 12 minut. Pamiętajcie, że po ostudzeniu masa lekko zgęstnieje. Zawsze możecie ją na nową podgrzać i odparować. Gotową masę przechowujemy do kilku dni w lodówce.
Masa śmietanowo-kakaowa
Przed podaniem górę sernika dekorujemy masą śmietanowo-kakaową. Śmietankę ubijamy na sztywno z dodatkiem cukru pudru i ewentualnie śmietan-fixu dla lepszej stabilizacji. Ubity krem przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy na górę sernika. Śmietanową masę posypujemy przez sito kakao. Możemy jeszcze przez chwile wszystko razem schłodzić w lodówce. Gotowe! Prawda, że prosto 🙂
Smacznych, wesołych świąt!
Jeśli zdecydujecie się przygotować mój sernik będzie mi bardzo miło, jeśli oznaczycie mnie w swoich Social Mediach 🙂 Pozdrawiam – Sajkofanka Smaku.
Kalendarz adwentowy. Odkąd zostałam mamą marzyłam o tym, by przygotować kiedyś od podstaw taki kalendarz z moją córką. No i proszę! Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał, a Kalinka zaraz skończy pięć lat! To świetny czas, by wystartować z kalendarzem adwentowym. Naszym. Zrobionym wspólnie, zgodnie z naszymi zainteresowaniami i zgodnym z duchem świąt Bożego Narodzenia. Wspólne oczekiwanie na święta wreszcie nabierze barw, a każdy dzień urozmaicony zostanie zadaniem, którego wykonanie zaangażuje nie tylko moją córkę, ale też pozostałych domowników. Nie ma nudy moi drodzy! 🙂
Pewnie zapytacie, czemu wystartowałam z tą akcją na początku listopada? Odpowiedź jest prosta! Do grudnia Kalinka zapomni już, które zadanie dopasowałyśmy do danego dnia. A ja uważam, że wspólne przygotowywanie takich gadżetów jest dużo fajniejsze, niż działanie w ostatni wieczór listopada w pojedynkę. Zgodzicie się, prawda? 😉
Torebeczki i naklejki kupiłam na allegro. Zadania zaś przygotowałam w Canvie – możecie ściągnąć sobie gotowe pliki, wydrukować i wyciąć, a potem włożyć do swoich woreczków, torebeczek, skarpetek etc.
Muszę Wam powiedzieć, że miałyśmy przy tym sporo frajdy! Ale też dużo rozmyślań, które zadanie dopasować do którego dnia. Ale udało się! Przygotowałyśmy 24 zadania na 24 dni. Jeśli chcecie realizować zadania razem z nami musicie poruszać się od pierwszego grudnia od lewej do prawej 🙂
Już nie mogę się doczekać!
PONIŻEJ WKLEJAM WAM GRAFIKI DO DRUKU 🙂
24 ZADANIA NA KAŻDY DZIEŃ GRUDNIOWEJ PRZYGODY
DRUKUJCIE, WYCINAJCIE I PAKUJCIE!
CAŁY WYDRUK W FORMACIE A4
A tak prezentuje się gotowy kalendarz adwentowy w naszym domu 🙂
Ostatni raz w restauracji Staromiejska byłam siedem lat temu! O moich odwiedzinach pisałam na samym początku moich blogowych potyczek. Jeśli chcecie możecie sięgnąć pamięcią, jak to kiedyś było w Staromiejskiej, klikając w link https://www.sajkofankasmaku.pl/uncategorized/staromiejskiej-klimat-wiecznie-zywy/ We wpisie czeka Was dużo wspomnień miejsca, które całkiem niedawno przeszło totalną metamorfozę!
I gdyby nie kolejna edycja Restaurant Week Polska na Warmii i Mazurach pewnie długo nie zawitałabym w Staromiejskiej. Jednak menu zaproponowane przez szefa kuchni zrobiło na mnie ogromne wrażenie i od razu wiedziałam, że koniecznie muszę go spróbować! Do Staromiejskiej wybrałam się z Gastronautką. Ciężko było nam zgrać terminy, ale na nasze szczęście festiwal został przedłużony do 3 października i pomyślałyśmy, że to będzie idealny dzień, by odwiedzić to miejsce. Kupiłam więc bilety na ostatni dzień festiwalu. Dla mnie menu A, dla Gastronautki menu B (przypominam, że cena za trzydaniowe menu to 59 zł + festiwalowy drink).
Niedziela, samo południe. Promienie słońca na twarzy, a we włosach wiatr. To moje pierwsze wyjście od dwóch tygodni, więc radość była podwójna! Spacerem dotarłam na miejsce, w samo serce olsztyńskiej starówki. Wnętrze nie do poznania! Oniemiałam! Pięknie, loftowo, mnóstwo detali, które mają sens i tworzą spójną całość. Wszystko to sprawia, że chce się tutaj zostać na dłużej. Spójrzcie sami!
Do tego niezwykle sympatyczna obsługa! Jako mama karmiąca nie mogę pić alkoholu, więc w ramach festiwalowego drinka Pani kelnerka zaproponowała mi drinka bez alkoholu! Pierwszy raz odkąd uczestniczę w festiwalu jedzenia, jakim jest Restaurant Week spotkałam się z możliwością wymiany drinka w festiwalowej cenie. Brawo, wspaniały pomysł! Orzeźwiające Mojito Virgin doskonale wpasowało się w dzisiejszy klimat! W oczekiwaniu na moją kompankę dzisiejszego obiadu przejrzałam menu Staromiejskiej i wypatrzyłam kilka smakołyków, które z pewnością wrócę spróbować!
Mojito Virgin
Dzisiaj delektowałam się menu degustacyjnym A, czyli wegetariańskim. Na przystawkę aksamitny, cudowny krem z topinamburu. Bez zbędnych udziwnień. Prosty, klasyczny, z perfekcyjnie wyczuwalnym w smaku topinamburem. Do tego chipsy i kiełki – tekstury, które w zupach krem uwielbiam! Doskonale uzupełniały się z delikatnym kremem, jednocześnie nadając mu charakteru. Do tego ilość porcji w punkt wyważona, w sam raz na przystawkę. I ta prezentacja!
Krem z topinamburu
Danie główne, czyli szpinakowe gnocchi były bardzo delikatne w smaku. Ale dodatek charakternego parmezanu i pikantnej rukoli dodały im fajnego twista i sprawiły, że cała kompozycja była naprawdę smaczna. Sosu serowego mogłoby być jeszcze więcej, bo był przepyszny, a ja uwielbiam jak gnocchi taplają się w sosie! Jedyne co mnie zaskoczyło to kształt moich gnocchi, bo dotąd spotykałam się z gnocchi w formie bardziej owalnej, z wyżłobieniami, a te przypominały bardziej malutkie kopytka. Cała kompozycja jednak piękna i smaczna.
Gnocchi szpinakowe z sosem serowym, orzechami, rukolą i parmezanem
A na koniec deser. Ale cóż to był za deser! Obłęd, rozpusta, niezwykła przyjemność dla moich kubów smakowych! Cudownie intensywnie chałwowy smak kremu, który można by wyjadać łyżkami ze słoiczków! Do tego przyjemnie przełamująca tę aksamitną kremowość beza i chrupiące pestki. Kolejny raz przekonałam się, że w prostocie siła! Trzeba tylko odpowiednio dobrać składniki, by stworzyć piękną i pyszną kompozycję, by inni po jej spróbowaniu rozmyślali o niej wieczorami. Cudo! Mam nadzieję, że zagości w karcie na stałe i Wy również będziecie mogli raczyć się tym wspaniałym deserem.
A tak prezentowało się menu B, które zajadała Gastronautka. Zajrzyjcie do niej na FB – z pewnością opisze dokładnie, jak jej smakowało 🙂
Tatar z łososia
Chinkali z wołowiną, espumą z boczku i duszoną kapustą
Ptyś z musem z owoców i ziemią z orzechów
Oba menu okazały się niezwykle przyjemnym doświadczeniem kulinarnym. Wszystkie dania, jak sami możecie zobaczyć na zdjęciach, były pięknie i starannie ułożone. Do tego wraz z prezentacją szedł smak! A to wszystko w samym centrum naszej olsztyńskiej starówki. Jestem naprawdę szczęśliwa, że coraz więcej miejsc tak pięknie prezentuje swoje dania. Jestem pewna, że za wszystkim stoi szef kuchni pełen pasji, a kucharze mu towarzyszący „czują blusa” ;). Całej załodze życzę dużo dobrego i mam nadzieję, że to miejsce będzie rosło w siłę!
Do zobaczenia ponownie wkrótce w Staromiejskiej 2.0!
Menu restauracji Staromiejska 2.0 znajdziecie na stronie internetowej https://staromiejska2.olsztyn.pl/
Idealny, efektowny, pyszny obiad, który zachwyci Waszych domowników i Waszych gości! Wspaniale sprawdzi się na specjalne okazje, ale i na obiad w rodzinnym gronie. Pysznie, aromatycznie, zdrowo!
Częstujcie się!
Pieczone podudzia z kurczaka faszerowane masełkiem pietruszkowo-czosnkowym
Receptura na pięć porcji
Składniki:
10 kawałków podudzi z kurczaka ZM Warmia (tzw. „pałki”)
2 łyżki oleju rzepakowego
2 łyżeczki papryki słodkiej
1 łyżeczka kurkumy
Świeżo mielony pieprz i sól wg uznania
Masełko pietruszkowo-czosnkowe:
50 g masła o zawartości 82% tłuszczu
Pęczek natki pietruszki
1 duży ząbek czosnku
Szczypta soli
Dodatkowo do pieczenia:
2 cebulki białe
2 marchewki
Do podania:
Kasza bulgur
Mała puszka zielonego groszku
Świeży tymianek
Przygotowanie:
Podudzia z kurczaka oczyścić. Dolną część podudzia z kostką, którą zazwyczaj trzymamy w dłoni, oczyścić ze skóry i włókien. Tak oczyszczone podudzia przyprawić olejem, słodką papryką, kurkumą, solą i pieprzem. Włożyć na dwie godziny do lodówki. W tym czasie przygotować masłeko pietruszkowo-czosnkowe.
W miseczce połączyć miękkie masło z posiekaną natką pietruszki przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Doprawić szczyptą soli.
Wyjąć podudzia z lodówki. Kiedy nabiorą już temperatury pokojowej faszerować obficie pod skórą wcześniej przygotowanym masełkiem.
Podudzia ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Między podudzia ułożyć pokrojoną w piórka cebulkę i pokrojone w grubsze plastry marchewki. Wstawić blaszkę do piekarnika nagrzanego do 185 stopni C i piec przez 30 minut pod przykryciem. Po tym czasie odsłonić podudzia i podlać je obficie tłuszczykiem, który wytopił się z mięsa. Można tę czynność powtórzyć dwa razy. Piec jeszcze przez około 30-40 minut, aż skórka będzie rumiana. Podawać od razu.
Podudzia podawać z ugotowaną kaszą bulgur połączoną z zielonym groszkiem i listkami świeżego tymianku.
Smacznego!
*Przepis powstał przy współpracy z Zakładami Mięsnymi Warmia z Biskupca
Moi domownicy pokochali ślimaczki drożdżowe z cynamonem. Ostatnio na specjalne życzenie mojej córki zamiast drożdżowych ślimaczków na słodko przygotowałam wytrawne ślimaczki a’la pizzerinki z sosem pomidorowym, serem mozzarella i parówkami. Po wyjęciu z piekarnika moja mała foodiepowiedziała mi, że to najlepsze, co ostatnio jadła, a ślimaczki są wyśmienite. Takie pulchniutkie, cieplutkie! Dzieciom ufam w stu procentach, więc to miód na me matczyne serce 🙂 No i tatusiowi też smakowały, zatem dzielę się z Wami. Spróbujecie?
Myślę, że to fajna opcja na posiłek o każdej porze dnia!
Zaczyn: wszystkie składniki połączyć dokładnie na gładką masę, przykryć ściereczką, odstawić na 25 minut do wyrośnięcia.
Ciasto: kiedy zaczyn wyrośnie zagnieć ciasto. Połącz razem wszystkie składniki, zagnieć ciasto. Ciasto przełóż do miski, przykryj ściereczką i odstaw do wyrośnięcia na godzinę.
Po godzinie posyp blat kuchenny mąką i rozwałkuj ciasto na duży placek w kształcie prostokąta. Posmaruj ciasto passatą pomidorową wymieszaną z ziołami, poukładaj pokrojone w plasterki parówki, posyp tartym serem mozzarella. Zwiń ciasto w rulon, po czym pokrój na 3cm kawałki. Układaj ślimaczki na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy. Wierzch każdego ślimaczka przed pieczeniem posmaruj oliwą z oliwek. Piecz w nagrzanym do 180 stopni C piekarniku przez 20 minut (termo obieg).
Podawaj z ulubionym sosem, ketchupem, bądź oliwą z oliwek. Smacznego!
Od 8 września do 3 października w całej Polsce odbywa się największy festiwal jedzenia w restauracjach! Jest mi niezmiernie miło, że kolejny już raz mam zaszczyt być ambasadorem Restaurant Week Polska na Warmii i Mazurach! Degustacja festiwalowych menu to niezwykłe doświadczenie, które zawsze daje mi mnóstwo inspiracji do moich kuchennych podbojów i możliwość odkrywania kolejnych kulinarnych perełek w regionie. Jestem ambasadorem od samego początku istnienia festiwalu na Warmii i Mazurach i każdą edycję przeżywam z wielkim zaangażowaniem śledząc, co pysznego tym razem wymyślili szefowie kuchni na swoje popisowe dnia, których na co dzień w restauracyjnym menu nie znajdziecie. Wierzę, że w kolejnych edycjach uda mi się dotrzeć gdzieś w dalsze części Polski i poznać menu innych szefów kuchni.
Jeśli jeszcze nie braliście udziału w festiwalu bardzo Was zachęcam! W każdej edycji Restaurant Week Polska czeka na Was niepowtarzalne, trzydaniowe doświadczenie restauracyjne! Przystawka, danie główne, deser w festiwalowej cenie 59 zł. Festiwal to jedna z lepszych okazji na poznanie nowych smaków i nowych restauracji. Dodatkowo, na każdego gościa czeka darmowy koktajl powitalny od Martini Fiero & KINLEY tonic water!
Szczegółowe menu restauracji biorących udział w festiwalu znajdziecie na stronie Restaurant Week Polska. Tutaj też możecie dokonać rezerwacji miejsc w wybranej przez Was restauracji https://restaurantweek.pl/
Wczorajszą kolację mogłam celebrować w towarzystwie mojej przyjaciółki w restauracji Hotelu Omega w Olsztynie. Hotel położony jest w jednym z piękniejszych miejsc Olsztyna, czyli nad jeziorem Ukiel, tuż przy plaży miejskiej. Latem możecie z restauracyjnego ogródka podziwiać widok na jezioro, jesienią zaś lepiej zostać w środku i podziwiać ten widok, zajadając rozgrzewające dania przy stoliku.
Od progu wita nas kelner. Siadamy przy stoliku w głębi sali. Początkowo jesteśmy same, ale po chwili dochodzą kolejni goście. W hotelowej restauracji jest bardzo przytulnie. Ostatnio byłam tutaj na wiosennej edycji Restaurant Week Polska, ale kolację jedliśmy w innej sali, tuż obok restauracyjnego ogródkami. Na dzisiejszą kolację wybrałyśmy dla urozmaicenia menu A i B, by poznać smaki obu wariantów zaproponowanych przez tutejszego szefa kuchni. Menu A to opcja dla mięsożerców, zaś menu B to opcja wege.
Menu A – Mięsne
Przystawka: Zupa na maślance, boczek, czosnek niedźwiedzi
Aksamitna, treściwa zupa z chrupiącymi chipsami z boczku i mięsnymi kuleczkami. Bardzo aromatyczna, przypominająca trochę nasz tradycyjny polski żurek, jednak łagodniejsza i bardziej kremowa. Przy tym naprawdę pięknie podana!
Przystawka: Zupa na maślance, boczek, czosnek niedźwiedzi
Danie główne: Pierś z kaczki sous vide, puree z batata, tabbouleh
Pierś z kaczki mistrzostwo świata! Kaczka idealnie przygotowana, delikatna, soczysta, rozpływała się w ustach. Do tego wyrazisty sos i aksamitne puree z batata, które razem z kaczką stworzyły doskonałe trio, dające niezapomniane wrażenia kulinarne. Tabbouleh z pęczaku lekki, orzeźwiający, zastępujący tu trochę sałatkę. Danie bardzo sycące, pięknie podane i doskonale wyważone smakowo.
Danie główne: Pierś z kaczki sous vide, pure z batata, tabbouleh
Uwielbiam maliny w każdej postaci, a ta malinowa monoporcja była doskonałym uwieńczeniem tego pysznego menu. Lekka, delikatna, w odpowiednich proporcjach do zaserwowanych uprzednio dań. Deser był pięknym i smacznym finiszem całego menu.
Kocham buraki w każdej postaci i cieszę się, że pojawiły się w tym menu! Carpaccio z buraka bardzo poprawne. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to grubość plasterków buraka. Mogłyby być one nieco cieńsze, ale nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, bo buraki były smacznie przyprawione orzechowym winegretem, który przyjemnie otulał buraczki. Dodatkowo buraki nie były rozgotowane, a to dla mnie najważniejsze! Bardzo fajnie, że buraki lekko chrupały, a pianka z koziego sera dodawała im lekkości. No i sam pomysł z pianką – ekstra! Całkiem przyjemna, prosta przystawka, po której nabrałam ochoty na więcej!
Przystawka: Burak, ser kozi, winegret orzechowy
Danie główne: Kalafior con fit, sos demi glace, szalotka, boczniak, rzodkiewka
Dobrze znany gotowany lub pieczony w różyczkach kalafior odczarowany! Nie ukrywam, iż po podaniu do stołu bałam się, że mój stek z kalafiora będzie albo zbyt miękki, albo za twardy. Ale nie tutaj! Cóż za miłe doświadczenie, kiedy kalafior podany do stołu jest ciekawie przyprawiony, w jeszcze ciekawszej formie i odpowiednio, w punkt przygotowany! Do tego cudownie chrupiące boczniaki w panierce i sos demi glace na szalotce, działający niemal jak umami na moje kubki smakowe! Wszystko tak wspaniale do siebie pasowało. Dla takich obiadów mogłabym być wege 365 dni w roku! Myślę, że każdy, nie tylko wegetarianie, będą zajadać się tym daniem z wielką przyjemnością!
Danie główne: Kalafior con fit, , sos demi glace, szalotka, boczniak,rzodkiewka
Deser: Torcik avocado
Na pierwszy rzut oka wydał mi się bardzo ciężki i duży. Ale uwaga, pozory mylą! 😉 Torcik okazał się niezwykle lekki, puszysty, delikatny, lekko słodki. Dominował w nim kakaowy smak, z wyczuwalną nutą i konsystencją owocu awokado. Do tego przyjemnie przełamujący, chrupiący spód z kokosa. Ach i ten wierzch, brokatowy. Barwo za pomysłowość! Niezwykle efektownie prezentował się torcik w świetle restauracyjnych lamp.
Deser: Torcik avocado
Zarówno menu A, jak i menu B okazały się przyjemną kulinarną podróżą. Szef kuchni doskonale przemyślał dania, które serwuje swoim gościom w jesiennej edycji festiwalu. We wszystkich potrawach możemy czuć się miło zaskoczeni. Ponadto widać sezonowość – na talerzu spotkamy jesienne liście nasturcji i botwinki, owoce maliny i borówki. W daniach wiodących pojawia się zacna pierś z kaczki i buraczki. Każde danie niezwykle kolorowe, pięknie podane, w idealnie wyważonych proporcjach. Po wędrówce przez wszystkie zaproponowane przez szefa kuchni pozycje, poczynając od przystawki, po danie główne, aż na deserze kończąc, czujemy się przyjemnie najedzeni, a w naszych głowach pozostaje przyjemne wspomnienie i chęć powrotu po więcej. Na szczególną uwagę według mnie zasługuje menu wege, które zazwyczaj jest smutne i nudne. A tutaj było naprawdę przyjemne! Szczególnie danie główne i deser mam wielką ochotę odtworzyć w swoim domowym, kuchennym zaciszu. Warto podkreślić ogromne zaangażowanie obsługi i kelnera, który niemal śpiewająco opowiadał o każdym daniu i nie przybiegał co chwilę do stolika, dając nam w ten sposób swobodę i pełną radość celebrowania każdej pozycji z menu.
Jeśli wciąż zastanawiacie się, które festiwalowe menu wybrać w tej edycji, zdecydowanie polecam Wam menu Hotelu Omega. Dania z pewnością będą przyjemną chwilą dla oka, ducha i podniebienia.